Czy reforma zreformuje nastolatki?

Czy reforma zreformuje nastolatki?

Rozmawiamy Z Urszulą Moszczyńską, psychologiem, pracującym w jednej z warszawskich Poradni Psychologiczno – Pedagogicznych, realizatorem programu Szkoła dla Rodziców oraz instruktorem programu Golden Five.

NIE dla chaosu w szkole: Pracuje Pani na co dzień z nastolatkami – jakie ma Pani o nich zdanie? Czy wpisują się w fatalną opinię, jaka do nich przylgnęła? Rzeczywiście tak bardzo różnią się od swoich rówieśników sprzed kilkunastu, kilkudziesięciu lat?

Urszula Moszczyńska: Trudno mi się odnieść do tak postawionego pytania, bo nie wiem, o jaką „fatalną opinię” chodzi. Dla mnie są to po prostu dzieci (młodzież!) w wieku „burzy i naporu”, w którym muszą się zmagać z dynamicznymi zmianami fizycznymi i psychicznymi. Należy podkreślić, że w tym okresie następuje kształtowanie się ich nowej tożsamości. Dla łatwiejszego jej zbudowania, pojawia się dążenie do przewartościowania reprezentacji świata. Uproszczone postrzeganie rzeczywistości, w kategoriach czarne – białe, sprzyja uporaniu się z tym trudnym zadaniem. Nie ma kategorii pośrednich, tak w zakresie schematów poznawczych, jak i przeżywanych emocji – emocje osiągają ekstremalne natężenie. Smutek może mieć wymiar tragedii, a radość przybierać formę euforii.

Charakterystyczna w tym okresie chwiejność emocjonalna, intensywność przeżywanych uczuć, są trudne nie tylko dla otoczenia, w tym nas, rodziców, ale przede wszystkim dla samego nastolatka. Jest to również okres dojrzewania psychoseksualnego. To proces obejmujący wszystkie zjawiska dotyczące własnej płciowości. Rozpoczyna się od kształtowania się tożsamości płciowej i jej akceptacji, doświadczania własnej seksualności, poprzez nabywanie umiejętności oddzielenia uczuciowości od podniecenia
i pożądania, a kończy na integracji potrzeb seksualnych oraz więzi emocjonalnej. Niektóre dzieci radzą sobie z tym zupełnie dobrze. Niektórym uporanie się z nimi przysparza napięć i trudności. W oczywisty sposób wiele zależy od rodziny, ale też od kontekstu społecznego. Generalnie rozwój młodzieży przebiega dziś podobnie, jak kiedyś.

Największa zmiana dotyczy ekspresji problemów nastolatków i wiąże się z istnieniem Internetu. Fora internetowe, ze wszystkimi swoimi zaletami zagrożeniami, stały się istotną formą komunikacji, nawiązywania relacji, wymiany informacji. Tam przenoszone są rozterki i problemy, tam też dochodzi do ich upublicznienia i nagłaśniania oraz hejtu. Być może to właśnie z tego powodu do nastolatków przylgnęła taka straszna „gęba”.

NdCwS: Skąd dość powszechny pogląd, że gimnazja są źródłem kłopotów młodzieży? Czy rzeczywiście zmiana środowiska w wieku trzynastu lat jest dla młodych ludzi tak obciążająca?

U.M.: Myślę, że pogląd ten wynika z fałszywego utożsamiania problemów rozwojowych dzieci w tym wieku z problemami szkoły. Rzeczywiście „kryzys dorastania” w połączeniu z „kryzysem adaptacyjnym” w nowej rzeczywistości szkolnej, może generować więcej trudności, ale nie przesadzajmy. W pierwszej klasie w szkołach II stopnia (w Polsce gimnazjach) trudności adaptacyjne ujawnia 20-25% uczniów. Z mojego piętnastoletniego doświadczenia w pracy z gimnazjalistami wynika, że nauczyciele nauczyli się bardzo dobrze radzić sobie z pracą z tą grupą wiekową.

NdCwS: Jaka powinna być, Pani zdaniem, rola szkoły, jako instytucji wychowawczej, wobec dorastających dzieciaków?

U.M.: Szkoła nauczycielem stoi. Wszystkim Nauczycielom gimnazjów polecam Program Golden Five. Z prowadzonych w ramach tego programu badań wynika, że nauczyciel może stać się dla nastolatka drugą co do ważności osobą znaczącą. Jest odbierany jako bardziej obiektywny od rodziców, toteż jego opinie mają wielki wpływ na formującą się osobowość ucznia (samoocenę, emocje, obraz świata). Wsparcie ze strony nauczyciela może rekompensować brak wsparcia ze strony rodziców i rówieśników. „Wspierający nauczyciel to taki, który dobrze zna mnie i moje sprawy, i któremu na mnie zależy. Stawia wysokie wymagania, które są jasne i uczciwe; jest sprawiedliwy.”(K. Wentzel, 1996).

Nauczyciele, powinni bardzo dobrze orientować się w specyficznych potrzebach nastolatków. Respektować je – przede wszystkim rosnącą potrzebę samodzielności, autonomii, poszanowania ich zdania. Stwarzać obszary, w których nastolatek mógłby zaspakajać poczucie własnej wartości, odnosić sukcesy – i to niekoniecznie w zakresie osiągnięć dydaktycznych. Do bardzo pożądanych umiejętności nauczycieli można zaliczyć umiejętność współpracy i rozwiązywania problemów wspólnie z uczniami, a także umiejętność pozytywnej identyfikacji z klasą (poczucie, że też jest częścią zespołu klasowego). Także inne tzw. miękkie kompetencje interpersonalne stanowią bardzo dobrą podstawę dla radzenia sobie ze zróżnicowaniem w klasie, tworzenia bezpiecznego klimatu podczas procesu uczenia się (pozwalającego na akceptowanie własnych błędów), kształtowania prospołecznych postaw uczniów i rozwijaniu pozytywnego systemu wartości w klasie. Służy to z jednej strony kształtowaniu kompetencji społecznych uczniów, ich umiejętności życiowych, poprawy relacji w klasie i zwiększeniu ich osiągnięć edukacyjnych oraz rozbudzaniu motywacji do nauki. Zespół tych czynników sprzyja budowaniu pozytywnych więzi ze szkołą i jest niezwykle istotnym czynnikiem, chroniącym oraz zapobiegającym podejmowaniu przez uczniów zachowań ryzykownych (np. wagarowania).

Jak wynika z wielu przeprowadzonych badań, najwięcej sukcesów dydaktycznych oraz najmniej problemów z zachowaniem uczniów i dyscypliną mają szkoły, które postawiły na budowanie bliskich, wspierających relacji społecznych, zwłaszcza pomiędzy nauczycielem, a uczniami. (G. Noam i Fiore N., 2004; K. Wentzel, 1996)

NdCwS: Czy ma Pani poczucie, że potrzebujące nastolatki znajdują w szkole wsparcie, wiedzą, do kogo mogą się zwrócić w razie kłopotów, mają zaufanie do pedagogów, psychologów?

U.M.: Uważam, że tak. W każdej szkole są lubiani przez dziecko nauczyciele, zatrudnieni pedagodzy/ psycholodzy szkolni. Z mojej praktyki wynika, że zdecydowana większość dzieci ma świadomość możliwości z korzystania z ich pomocy i wsparcia, co więcej – korzysta z nich. Dotyczy to zarówno problemów w relacjach rówieśniczych jak
i rodzinnych.

NdCwS: A jak wygląda wsparcie, jakie młodzież otrzymuje od rodziców? Potrafią przeprowadzić dzieci przez okres dorastania, czy może brakuje im kompetencji, czasu, zainteresowania, pomocy fachowców?

U.M.: Trudno generalizować. Jedni lepiej sobie dają radę, inni mają kłopoty. Budowanie więzi z dziećmi to proces, który trwa wiele lat. Jeśli we wcześniejszych okresach życia dziecka relacje między rodzicami a dziećmi były oparte na zdrowych, prawidłowych zasadach, problemy wieku dorastania nie stanowią jakiegoś niebotycznego wyzwania. Pojawiają się przede wszystkim tam, gdzie wcześniej występowały deficyty w zakresie relacji i zaspokajania istotnych potrzeb dzieci i mogą wynikać z wielu przyczyn: nieznajomości procesów rozwojowych, problemów życiowych, no i oczywiście braku czasu oraz związanej z tym uwagi w patrzeniu na dziecko i dbanie o relacje z nim. Ważne jest, że wielu rodziców, uświadamiając sobie te problemy, zwraca się o pomoc np. do poradni. Znacznie więcej niż kiedyś.

NdCwS: Sądzi Pani, że zmiana strukturalna i powrót 14-15-latków do szkoły podstawowej pomoże rozwiązać problemy, związane z dorastaniem, czy zmieni się jedynie „lokalizacja”?

U.M.: Zmieni się jedynie miejsce ich występowania. Rozwojowe trudności nastolatków były, są i będą.

NdCwS: W 1999 r., po wprowadzeniu gimnazjów, szkoły uczyły się pracy niemal na nowo. Ma Pani jakiś pogląd jak będzie to wyglądało w tej chwili? Przecież nauczyciele szkół podstawowych od siedemnastu lat nie mieli do czynienia z 14-16 latkami i odwrotnie, nauczyciele szkół gimnazjalnych nie mieli doświadczeń z dziećmi młodszymi. Może dramatyzuję, ale mam ogromną obawę, że skala problemów, jakie pojawią się podczas wdrażania reformy, znacznie przewyższy tę sprzed siedemnastu lat.

U.M.: Myślę, że to będzie bardzo trudny czas, co wyniknie przede wszystkim z gigantycznego zamieszania i wielu niewiadomych. Nieprzemyślanego, nieuzasadnionego merytorycznie sposobu i tempa wprowadzania reformy. Oczywiście obawę może budzić brak doświadczenia nauczycieli szkół podstawowych w pracy ze starszymi dziećmi. Ale być może do starszych klas „podstawówek” zostaną dokooptowani nauczyciele gimnazjów, którzy takie doświadczenia mają i jakoś wspólnie będą potrafili rozwiązywać pojawiające się problemy. Choć tak naprawdę trudno jest w tej chwili cokolwiek odpowiedzialnie przewidywać. I zgadzam się, że skala problemów może być większa niż przed siedemnastu laty. Mniej obawiam się braku kompetencji nauczycieli, niż zmian w podstawach programowych, pisanych „na kolanie” i gigantycznego chaosu, związanego z reorganizacją sieci szkół. Według mnie wprowadzanie tak dużych zmian, w tak krótkim czasie, z zagwarantowaniem odpowiedniego poziomu funkcjonowania szkół, jest po prostu niemożliwe.