Deforma edukacji. Część VI. Poszkodowane roczniki.

Nawet przeciwnicy reformy, informując o jej przyszłych negatywnych skutkach, nie przewidzieli, że aż tak mocno pogorszy się sytuacja uczniów ostatnich klas nowej szkoły podstawowej. Nie dostrzeżono w porę, że podstawy programowe dla klas siódmych i ósmych zostały przeładowane treściami równolegle z wielu przedmiotów.

Siódmoklasiści

Jesienią 2017 roku wyszło na jaw, że tygodniowy plan zajęć uczniów klas siódmych obejmuje od 34 do 40 godzin lekcyjnych. To jest o kilka godzin więcej niż w siatce realizowanej dotychczas przez gimnazjalistów. Liczba godzin narzucona przez MEN to wprawdzie 32 godziny, ale do tego dochodzą realizowane przez większość uczniów: religia/etyka i wychowanie do życia w rodzinie, a także inne przedmioty dodatkowe. W zamożniejszych gminach organy prowadzące, wiedząc o deficytach uczniów i o niespójnych podstawach programowych, finansują siódmoklasistom i ósmoklasistom dodatkowe lekcje matematyki, języka polskiego i języka angielskiego. Robert Kempa, burmistrz Ursynowa informował we wrześniu 2018: „Aby pomóc uczniom zmierzyć się z rekrutacją w ramach tzw. podwójnego rocznika, ze swojej strony zwiększyliśmy liczbę godzin języka polskiego i matematyki w klasach siódmej, ósmej oraz w trzeciej gimnazjum” (haloursynów.pl: Zastępstwa, odwołane lekcje. Na Ursynowie brakuje 90 nauczycieli). W rezultacie uczniowie każdego dnia spędzają od 7 do 10 godzin w ławkach.

Mimo dużej liczby godzin lekcyjnych nauczyciele i tak nie są w stanie przerobić i utrwalić całego materiału, który przewidziano w podstawie programowej. Opinie nauczycieli o tym, jaką część zagadnień udaje im się wprowadzić podczas zajęć szkolnych pokazuje zestawienie w artykule „Deforma edukacji. Część IV. Podstawa programowa.” . To jest około 60% przewidzianego programem materiału. Uczniowie, mimo zmęczenia, muszą dużo czasu poświęcić na odrabianie prac domowych i utrwalanie wiedzy. Do wysiłku mobilizują ich liczne sprawdziany i kartkówki. Bywa, że dzień pracy siódmoklasisty lub ósmoklasisty w szkole i w domu to ponad dwanaście godzin. Brakuje czasu na rozwijanie zainteresowań i pasji, na zajęcia dodatkowe, na życie rodzinne i rozrywki. Brakuje także często czasu na dostatecznie długi sen.

Sytuacja siódmoklasistów już w roku szkolnym 2017/2018 budziła niepokój Rzecznika Praw Dziecka. Wystosował on do Anny Zalewskiej pisma w tej sprawie: w dniu 30 października 2017 i 30 listopada 2017 (RPD: RPD pisze do MEN ws. reformy edukacji, RPD: W sprawie sytuacji szkolnej siódmoklasistów). Ponieważ odpowiedź sprowadzała się do sugestii, że ewentualne problemy wynikają z błędów popełnianych przez dyrektorów i nauczycieli, Marek Michalak zlecił badanie, którego wyniki opinia publiczna poznała 20 sierpnia 2018.

W ramach badania w wylosowanych szkołach informacji udzielili dyrektorzy (76 osób), nauczyciele (959 osób) i uczniowie klas siódmych (3328 osób), oraz ich rodzice. Większość ankietowanych uważa, uczniowie klas siódmych przeciążeni są pracą, która w dużej części przerzucona jest na dom. Blisko połowa nauczycieli stwierdza, że nowe podstawy są zbyt obszerne. Złą opinię o nowych podstawach ma 75% nauczycieli języka polskiego i historii, 64% nauczycieli geografii, 62% matematyków i 59% anglistów. 91% rodziców zgłasza, że ich dzieci poświęcają na naukę w domu więcej czasu niż we wcześniejszych latach – uczą się około 3 godziny dziennie w dni powszednie i 3,5 godziny w weekendy. Nauka odbywa się często kosztem snu – 23% uczniów sypia tylko 6 godzin, a kolejne 12% mniej niż sześć. Ponad 60% rodziców kwestionuje ilość zadawanych prac domowych, 46% rodziców twierdzi, że dzieci zrezygnowały z uczestnictwa w zajęciach rozwijających zainteresowania, podając jako główny powód brak czasu. Równocześnie 40% rodziców uważa, że kondycja psychiczna ich dzieci uległa pogorszeniu od września 2017.

Badanie odczuć uczniów klas siódmych w roku szkolnym 2017/2018
Źródło: Raport Rzecznika Praw Dziecka, 20 VIII 2018

Obecnie, na progu roku szkolnego 2018/2019, już wiemy, że sytuacja w klasach siódmych nie zmieniła się – kolejny rocznik będzie się mierzył z tą samą podstawą programową i zbyt dużą liczbą godzin lekcyjnych w planie tygodniowym. Nie uwzględniono licznych sygnałów ze strony rodziców i nauczycieli. Nie wzięto nawet pod uwagę, że w tysiącach szkół siódmoklasiści nie zdołali w roku szkolnym 2017/2018 zrealizować całej podstawy programowej z wielu przedmiotów. Takich głosów jak ten wpis jednej z matek z 26 września 2019, na profilu FB dziennikarki Justyny Sucheckiej, jest bardzo dużo:
„Kiedyś w szkołach były kółka zainteresowań (filozofia, kółko teatralne), dzisiaj są kółka biologiczne, matematyczne, na których dzieci nadrabiają to, czego nie zdążyły na lekcjach. Moja córka 7 klasę skończyła w 2/3 podręcznika z praktycznie wszystkich przedmiotów. Podręczniki oddane – nigdy już nie nadrobi tego, czego nauczyciele nie dali rady przerobić. Mam sporo znajomych, którzy mają dzieci w 8 klasie. Wszyscy potwierdzają, że nie przerobiono materiału 7 klasy!”

Ósmoklasiści i końcowy egzamin

Zeszłoroczni siódmoklasiści we wrześniu 2018 rozpoczęli naukę w klasach ósmych. Ich sytuacja jest równie zła jak rok temu – nadmiar materiału do zrealizowania, po 7–10 godzin lekcyjnych każdego dnia, często fatalne plany lekcji. Dodatkowo ciąży im świadomość, że już w połowie kwietnia czeka ich trudny egzamin, który zadecyduje o podziale miejsc podczas rekrutacji do szkół średnich. Ten egzamin nie obejmie wprawdzie, tak jak dotychczas w gimnazjum, wszystkich ważnych przedmiotów, ale wiadomo już, że będzie zawierał dużo więcej zadań otwartych. Sprawdzana będzie szczegółowa wiedza wyniesiona z zajęć szkolnych, w tym znajomość treści lektur, oraz biegłość w konstruowaniu dłuższych wypowiedzi pisemnych. Choć ta ostatnia umiejętność jest bardzo cenna, to jednak ani nauczyciele ani uczniowie nie mają czasu nad nią pracować. Nawet, jeśli w praktyce ten egzamin nie okaże się aż tak trudny dla uczniów, to jednak nikt nie zwróci im miesięcy niepotrzebnego stresu.

Oto wypowiedź polonistki, Magdy Michalak, z 20 sierpnia 2018:
„W tej chwili uczniowie klas VII–VIII muszą opanować materiał trzyletniego gimnazjum do końca marca 2019 (15 kwietnia startują egzaminy ósmoklasistów). Proszę pamiętać, że w klasie VIII uczy się wiele dzieci z rocznika 2005, które zanim dotrą do sali egzaminacyjnej, muszą np. poznać w całości „Pana Tadeusza”, „Quo vadis” i inne XIX-wieczne cudeńka kunsztu pisarskiego oraz niemal całą gramatykę języka polskiego (w stopniu tak szczegółowym jak na studiach polonistycznych). Do tego dochodzi równie obszerna matematyka i język angielski. Egzamin w klasie VIII będzie wyglądał inaczej niż gimnazjalny – dużo większy nacisk kładzie się w nim na wiedzę encyklopedyczną, dużo mniejszy na umiejętności ogólne. Moi uczniowie wyraźnie dają znać, że czują się straconym rocznikiem, mają świadomość przegranej już na starcie – mimo podejmowanych przeze mnie prób zmiany ich nastawienia na bardziej pozytywne.”

Ostatni gimnazjaliści

Reforma systemu edukacji skrzywdziła nie tylko siódmoklasistów i ósmoklasistów, ale także ostatnie dwa roczniki uczniów wygasających gimnazjów. W ramach zmian organizacyjnych część gimnazjów została przejęta przez szkoły podstawowe czy średnie, lub też przekształciła się w szkoły podstawowe czy średnie. Uczniowie stracili symbole identyfikujące ich dotąd z ich gimnazjum – tablicę nad wejściem, patrona, sztandar, izbę pamięci. Zachwiało to poczuciem przynależności do społeczności, z którą się utożsamiali.

Na domiar złego we wrześniu 2017 okazało się, że wiele klas gimnazjalnych ma nowych nauczycieli i wychowawców. Rotacje kadry trwały przez cały rok szkolny i na nowo zaczęły się we wrześniu 2018. Klasy gimnazjalne realizują wprawdzie dotychczasową podstawę programową, jest więc ciągłość nauczania, ale warunki pracy szkół nie sprzyjają koncentracji na nauce. Główny problem stanowią wspomniane zmiany nauczycieli. Nauczyciele, którzy nadal pracują, nie robią tego z dawnym zaangażowaniem, stracili bowiem motywację. Trudno jest kosztem własnego czasu zabiegać o jak najlepsze wyniki egzaminu, gdy likwidowana szkoła już tych wyników nie potrzebuje, żeby budować swój wizerunek. Wielu nauczycieli pracuje zresztą równolegle w innej szkole, i ta nowa praca pochłania większą część ich uwagi. Zupełnie nieliczni nauczyciele gimnazjalni angażują nadal swój prywatny czas, by dodatkowo pracować z uzdolnionymi lub mniej zdolnymi uczniami, realizują projekty społeczne, kierują kołami wolontariatu, zespołami teatralnymi.

Kłopoty ostatnich gimnazjalistów nie skończą się wraz z ich przejściem do szkół średnich. Za rok w liceach i szkołach zawodowych będą oni znowu postrzegani jak ostatni element systemu odchodzącego do historii. Będą realizowali „wygasającą” podstawę programową. Ich końcowe wyniki na maturze nie będą ważne ani dla szkoły, ani dla nauczycieli.

Podwójny rocznik

Uczniowie urodzeni w roku 2004, oraz ich o rok młodsi koledzy, którzy zaczęli naukę w szkołach jako 6-latkowie po ukończeniu ósmej klasy, w czerwcu 2019, razem z ostatnim rocznikiem absolwentów gimnazjów będą ubiegać się o przyjęcie do szkół średnich. W skali kraju liczba uczniów starających się o miejsce w szkole średniej w roku szkolnym 2019/2020 wzrośnie z 360 tysięcy do około 730 tysięcy.

liczba kandydatów do szkoł średnich
Źródło: Na podstawie danych GUS – Facebook NIE dla chaosu w szkole

Dotychczas brak informacji, jak władze zamierzają ten problem rozwiązać, wiadomo jedynie, że minister Anna Zalewska go bagatelizuje (OKO.press: „Kumulacji nie będzie”. Minister Zalewska idzie na całość). Szkoły średnie staną jednak wobec bardzo poważnych trudności związanych z zapewnieniem miejsca podwójnej liczbie uczniów
i z realizowaniem równocześnie różnych programów dla absolwentów gimnazjów i dla absolwentów ośmioklasowej szkoły podstawowej.

W roku 2019/2020 ujawni się też deficyt nauczycieli, którzy potrafią przygotowywać do matury. Ten problem odczują w pierwszym rzędzie placówki w wielkich miastach. W Warszawie nauczycieli licealnych niektórych specjalności brakuje już teraz, przy trzech licealnych rocznikach. Oczywiście kryzysowa sytuacja w szkołach średnich odbije się na jakości kształcenia nie tylko uczniów ze zdublowanego rocznika, ale także uczniów rok i dwa lata starszych. Dla wszystkich będzie zbyt mało nauczycieli, sal, zajęć dodatkowych. Wszyscy będą cierpieć z powodu tłoku, a może także konieczności pracy w systemie zmianowym.

Nierówny dostęp do szkół średnich

W roku 2019 podczas równoległej rekrutacji do szkół średnich szanse kandydatów nie będą jednakowe. W gorszej sytuacji będą uczniowie z prowincji i ze słabiej sytuowanych rodzin, którzy nie otrzymają wsparcia takiego, jak ich rówieśnicy z dużych miast i z zamożnych domów. Wyniki tych uczniów podczas egzaminu i na koniec nauki – stanowiące jak wiadomo przepustkę podczas rekrutacji – będą niższe.

Na dodatek wielu absolwentów prowincjonalnych szkół, nawet osiągając dobre wyniki, nie będzie aplikowało do obleganych miejskich szkół średnich w obawie przed trudnościami
z dojazdem i kosztami wynajęcia stancji. Miejsc w szkolnych bursach nie przybywa, a liczba uczniów szkół średnich wzrośnie. Codzienne dojazdy też są problematyczne. Komunikacja publiczna nie funkcjonuje tak, jak dwie dekady temu, gdy istniały jeszcze czteroletnie licea
i pięcioletnie technika. W tysiącach miejscowości, które w przeszłości miały kilkanaście połączeń autobusowych z większym miastem, dziś są dwa czy trzy kursy na dobę. 15-latkowie uczęszczający do III klasy gimnazjum nie mieli problemu z dotarciem do gimnazjum, bo byli dowożeni na koszt gminy. W roku 2019 15-latkowie w drodze do szkoły średniej będą musieli sobie radzić bez żadnego wsparcia. Wiele rodzin poprzestanie na najbliższej szkole, nawet jeśli nie będzie ona odpowiadała uzdolnieniom i aspiracjom ich dzieci.

Demontaż wyspecjalizowanej edukacji

Równy dostęp do edukacji nie oznacza, że wszyscy mają uczyć się tak samo. Gimnazja wraz z upływem lat nauczyły się pracować z uczniami o specjalnych potrzebach edukacyjnych – zarówno tymi szczególnie uzdolnionymi, jak i z uczniami z trudnościami w nauce i ograniczeniami wynikającymi ze stanu zdrowia. Powstały klasy, czy nawet całe szkoły, w których uczniowie o szczególnych potrzebach otrzymywali potrzebne im wsparcie. Nauczyciele w tych placówkach dobrali się w zespoły i wypracowywali sobie własne metody postępowania. Realizowali autorskie programy, szkolili się, dzielili się doświadczeniami podczas zjazdów i konferencji. Takich „specjalistycznych” szkół i klas przybywało – w latach 2012–2016 powstawały także w mniejszych miejscowościach. Niektóre placówki miały dodatkowo zaplecze ułatwiające dostęp uczniom zamiejscowym – internat i stypendia.

Reforma dokonania tych wyspecjalizowanych szkół całkowicie zanegowała. Nie zadbano o wykorzystanie ich dorobku, przeciwnie, dołożono wszelkich starań, by wiodące placówki nie odrodziły się jako szkoły podstawowe. Od tej reguły odstąpiono tylko raz, wydając 29 maja 2017 specjalną ministerialną zgodę na kontynuację pracy dla macierzystej szkoły wiceministra Macieja Kopcia. W miejsce Gimnazjum nr 16 przy ulicy Unisławy w Szczecinie powstały „eksperymentalne” klasy siódme i ósme (formalnie pod nazwą Szkoły Podstawowej nr 6). Przymiotnik „eksperymentalne” jest nadużyciem – nowe klasy są identycznie skonfigurowane jak dotychczasowe klasy gimnazjalne i równie mocno zespolone z XIII LO. Zachowano tryb naboru, program rozszerzeń, kadrę, a nawet mundurki.

Inne rozsiane po Polsce szkoły pracujące dotąd z młodszymi nastolatkami na identycznych zasadach, jak Gimnazjum nr 16 w Szczecinie, czyli dla przykładu Gimnazjum nr 24 w Gdyni, Gimnazjum Akademickie w Toruniu, Gimnazjum nr 49 we Wrocławiu, mimo starań zgody na podobną kontynuację nie otrzymały – z ogromną szkodą dla potencjalnych uczniów. Swoje zabiegi o utrzymanie przy życiu klas dla 13–14-latków opisał Przemysław Fabjański, dyrektor Akademickiego Zespołu Szkół Ogólnokształcących im. Słowackiego w Chorzowie. Jego misja także zakończyła się niepowodzeniem, mimo że miał silne wsparcie skupionej wokół szkoły społeczności rodziców i absolwentów, a petycję podpisało niemal tysiąc osób (Gazeta Wyborcza: Dla ministerstwa są szkoły równe i równiejsze. „Gdyby absolwentem Słowaka był wiceminister…”).

W rezultacie tego nierównego potraktowania szkół, zachodniopomorscy uczniowie jako jedyni w kraju mają możliwość nauki w matematycznych i przyrodniczych klasach siódmych i ósmych w publicznej szkole, oraz korzystania z licealnego internatu. W innych regionach uczniom, którzy chcą po szóstej klasie wkroczyć na ścieżkę naukową i uczyć się według rozszerzonych programów pozostaje jedynie wybór szkoły niepublicznej. Demontaż istniejących szkół publicznych, zniszczenie wypracowanych przez lata metod postępowania ze zdolnymi uczniami w wieku 13–16 lat, rozproszenie ich kadry, to szczególny rodzaj marnotrawstwa, niepowetowana strata, do której nie wolno było dopuścić.

Zawirowania związane z reformą dotknęły również szkoły sportowe. Ministerstwo Sportu i Turystyki zgłaszało w tej sprawie zastrzeżenia. Chodziło o wygaszanie gimnazjów sportowych i gimnazjów mistrzostwa sportowego nastawionych na kształcenie w konkretnych dyscyplinach sportu. Niepokój budziło burzenie wypracowanego przez lata systemu zachęcania dzieci i młodszej młodzieży do uprawiania sportu, a także naboru młodych ludzi do klas sportowych.

Z dniem 1 września 2017 weszły w życie nowe przepisy. Samodzielne gimnazja sportowe są przekształcane w szkołę podstawową – lub wygaszane. Przejściowe przepisy w latach 2017/2018 – 2019/2020 pozwalają uczniom szkół podstawowych na kontynuację szkolenia sportowego w trybie dwuletnim, zamiast trzyletniego.


Deforma edukacji – poprzednie części

  1. Założenia i cele,
  2. Próby zablokowania,
  3. Wdrażanie,
  4. Podstawa programowa,
  5. Podręczniki.

Dodaj komentarz