Justyna, Ola, Asia, Jagoda. Na olimpiadę w spódnicy.


W pierwszym tygodniu kwietnia uczennica ze Szczecina, Justyna Jaworska, stanęła na podium krajowej Olimpiady Matematycznej. Latem będzie reprezentować Polskę podczas IMO – międzynarodowych zmagań najlepszych na świecie młodych matematyków. To jest prawdziwa sensacja, bo polskie drużyny przez dwie dekady składały się wyłącznie z chłopców. W drugim tygodniu kwietnia Justyna znowu triumfowała – podczas Europejskiej Olimpiady Matematycznej Dziewcząt w Kijowie (EGMO). Jej drugie miejsce wśród zawodniczek z Europy to najwyższy indywidualny wynik Polki w ośmioletniej historii tego konkursu.

Choć to brzmi niewiarygodnie, o obu jeszcze ciepłych zwycięstwach 17-letniej szczecinianki nie przeczytamy w żadnej z krajowych gazet. Wzmianek w prasie nie doczekały się odbywające się na przełomie marca i kwietnia finały krajowych olimpiad dla licealistów. Całkowity brak zainteresowania okazuje też Ministerstwo Edukacji Narodowej. Wiceminister Maciej Kopeć, który jeszcze rok temu w marcu i w kwietniu podróżował z jednej olimpijskiej gali na drugą, żeby nikogo nie pominąć, teraz pojawił się tylko na zamknięciu Olimpiady Wiedzy o Żywieniu i Żywności. Finały pozostałych licealnych olimpiad musiały się obyć bez ważnego gościa z ministerstwa. Nie było też najmniejszej informacji na stronach internetowych MEN. Ministerstwo zignorowało również międzynarodowy sukces polskich uczennic w Kijowie podczas EGMO.

Rok 2019 rokiem Justyny

Ktoś, kto uważnie śledził w ostatnich latach dokonania polskich uczniów gimnazjów i liceów, nie mógł przeoczyć Justyny Jaworskiej. Drobna blondynka o dziecinnej buzi, z rocznika 2001, przyciągała wzrok podczas konkursów i olimpiad. Ucząc się w szczecińskim gimnazjum, część roku szkolnego spędzała podróżując z konkursu na konkurs. W roku 2017 była wśród głównych laureatów Olimpiady Matematycznej Juniorów, a podczas naukowego zgrupowania po tej olimpiadzie udowodniła, że stać ją na wiele – została bowiem najlepszą uczestniczką obozu. Rok później, w pierwszej klasie liceum, dzielnie walczyła w finale Olimpiady Matematycznej i znalazła się w gronie nagrodzonych.

Mimo tych wszystkich pozytywnych sygnałów tegoroczny triumf Justyny podczas finału Olimpiady Matematycznej w Tarnowie był jednak w jakiejś mierze zaskoczeniem. Bo przyzwyczailiśmy się, że w matematyce i w programowaniu dziewczyny, choćby najlepiej przygotowane, w ostatniej chwili ustępują miejsca chłopcom. Pokazują to wieloletnie statystyki Olimpiady Matematycznej.

Przez ostatnie 22 lata wszystkie nasze delegacje na IMO (International Mathematical Olympiad) składały się wyłącznie z chłopaków. Poprzednią dziewczyną w składzie polskiej reprezentacji była Paulina Domagalska. Było to w roku 1997, a więc Justyny Jaworskiej nie było jeszcze na świecie! Paulinę poprzedzała Izabella Łaba – w roku 1981.

Tegoroczny awans Justyny Jaworskiej jest więc przełamaniem 22-letniego impasu.

Trzeba jednak pamiętać, że Justyna choć wyjątkowa, to ma konkurentki. Dziewczyny są od kilku lat widoczne w finałach Olimpiady Matematycznej (w tym roku było ich 12 na ogółem 141 uczestników). Rok i dwa lata temu, a także teraz, o awans na IMO ocierała się rówieśnica Justyny, Aleksandra Kowalska z Głogowa Małopolskiego. Żal, że się jej znowu nie udało. Najbliżej IMO była w roku 2017, podczas swojego debiutu w finale OM, gdy znalazła się na liście rezerwowej polskiej reprezentacji. Była wówczas jeszcze gimnazjalistką!

Jagoda Bracha, uczennica Prywatnej Szkoły Królowej Jadwigi w Lublinie. Na wcześniejszym, tytułowym zdjęciu, Justyna Jaworska, uczennica XIII LO w Szczecinie. Obie fotografie zrobiono podczas finału LXX Olimpiady Matematycznej w Tarnowie. Zdjęcia organizatora OM.

Pod ukraińskim niebem

Po tegorocznym udanym występie podczas Olimpiady Matematycznej w Tarnowie Justyna Jaworska od razu pojechała na międzynarodową olimpiadę dziewcząt na Ukrainę. Ola Kowalska, która także była powołana do reprezentacji na EGMO, została w kraju, by móc uczestniczyć w rozgrywanym w tych samych dniach finale Olimpiady Informatycznej (nawiasem mówiąc została tam jedyną dziewczyną-laureatką).

EGMO (European Girls’ Mathematical Olympiad) to konkurs z ośmioletnią już tradycją, obliczony na popularyzowanie matematyki olimpijskiej wśród dziewczyn. Powstał na wzór Chińskiej Olimpiady Matematycznej Dziewcząt (CGMO), organizowanej od roku 2002. W pierwszym zamyśle EGMO miało gromadzić tylko zespoły z krajów europejskich, ale szybko przyciągnęło zawodniczki z innych części świata – stąd podwójne listy rankingowe. Ranga olimpiady rośnie z roku na rok, a rozmach organizacyjny przypomina koedukacyjne IMO.

W tym roku honory gospodarza pełnił Kijów. 7 kwietnia do ukraińskiej stolicy przyjechały reprezentacje z 50 państw (w tym 37 państw z Europy). Do konkursu stanęło 196 nastoletnich zawodniczek. Gdy po dwóch dniach zmagań z sześcioma olimpijskimi zadaniami i dniach krajoznawczo-integracyjnych przyszedł czas na uroczyste podsumowanie wyników, Justyna Jaworska bardzo długo musiała czekać na swoją dekorację. Została wyczytana na samym końcu, bo zajęła drugie miejsce w Europie i trzecie w klasyfikacji ogólnej. Wyprzedziły ją skośnooka Amerykanka i Serbka. Druga Polka, Katarzyna Kępińska, wywalczyła także złoty medal i zajęła ósme miejsce w Europie oraz dziewiąte w klasyfikacji ogólnej. Srebrną medalistką została Jagoda Bracha z Lublina, uczennica prywatnego Liceum im. Królowej Jadwigi (20 i 31 miejsce). Czwarta w polskim zespole, Maria Wysogląd znalazła się poza klasyfikacją medalową.

W klasyfikacji drużynowej Polska zajęła w Kijowie trzecie miejsce wśród krajów europejskich (za Ukrainą i Bułgarią). W pełnej klasyfikacji na szczycie listy znalazła się delegacja ze Stanów Zjednoczonych. W tym ogólnoświatowym zestawieniu Polki były więc czwarte. Gdyby w składzie była Ola Kowalska – ta lokata mogła być zdecydowanie wyższa. Ciekawe, że w EGMO europejską czołówkę budują dawne kraje bloku wschodniego. Zaś na końcu listy była w tym roku znana ze znakomitej edukacji Finlandia.

Polska uczestniczy w EGMO od samego początku. W pierwszej edycji 2012 – jeszcze dość słabo obsadzonej, bo z udziałem tylko 70 zawodniczek z 19 krajów – nasza ekipa zajęła zespołowo pierwsze miejsce. W klasyfikacji indywidualnej tegoroczny wynik Justyny jest najlepszy w historii

EGMO służy popularyzacji matematyki wśród dziewcząt z różnych kręgów kulturowych. Jest okazją do spotkania z rówieśniczkami z całego świata. Do fotografii pozuje reprezentacja Arabii Saudyjskiej. Zdjęcie organizatora EGMO.

Dziewczyńskie wzloty i upadki

Pisząc o medialnej ciszy wokół obu kwietniowych sukcesów Justyny Jaworskiej, mam w pamięci inne wydarzenie. Miało ono miejsce wiosną 2017 roku, gdy jeszcze nic nie zakłócało, tak jak teraz, medialnych przekazów. W Gdyni podczas finału Olimpiady Informatycznej Gimnazjalistów – konkursu o wysokim poziomie i także zdominowanego przez chłopców – po raz pierwszy w historii obie główne nagrody zgarnęła dziewczyna – Joanna Wojciechowska z 13 gimnazjum im. Stanisława Staszica w Warszawie. Do jej rąk trafił puchar za I miejsce w zawodach indywidualnych, a wraz z koleżanką i dwoma kolegami odebrała drugi puchar – za I miejsce w zawodach drużynowych. Wywalczenie obu tych głównych nagród w OIG przez jedną osobę miało już miejsce trzy lata wcześniej, ale wtedy podwójnym zwycięzcą był chłopak – Janek Olkowski z 42 gimnazjum na Twardej w Warszawie. Znamienne, że sukces Janka, choć mniej zaskakujący, miał swoją prasę – zauważyło go kilka gazet i serwisów internetowych. Zwycięstwo Asi przeszło bez echa, choć był to już czas, gdy starano się promować kodujące dziewczyny.

Joanna Wojciechowska miała też inne poważne gimnazjalne sukcesy – była rok po roku laureatką Olimpiady Matematycznej Juniorów. Dziś jest w ścisłej licealnej czołówce, choć prześladuje ją pech. W drugich etapach tegorocznych olimpiad – OM i OI – miała bardzo wysoką pozycję wyjściową, sumarycznie najwyższą w Polsce (maksymalny wynik z matematyki i trzeci z kolei z informatyki). Wydawało się, że nic jej nie zatrzyma. A jednak w obu finałach wypadła poniżej oczekiwań.

Nasuwa się pytanie, już stawiane tu wcześniej. Dlaczego dziewczynom, często zdecydowanie pracowitszym i nie mniej utalentowanym od chłopców, brakuje szczęścia na finiszach? Na moje dyletanckie oko nie chodzi tu o zdolności, ale o cechy charakteru. Chłopcy częściej niż dziewczęta potrafią w najważniejszym momencie dać z siebie wszystko, maksymalnie spożytkować swoją wiedzę i umiejętności, nie poddają się łatwo niszczącemu stresowi. Dziewczyny patrzą na siebie bardziej krytycznie, często brakuje im tej pewności siebie, która potrafi cechować ich kolegów

Uroczystość zakończenia EGMO w Kijowie. Dekoracja złotej medalistki Katarzyny Kępińskiej. Zdjęcie organizatora EGMO.

Trzynastolatka pod szczęśliwą gwiazdą

Zostawmy jednak rozważania o tym, co dziewczyny ogranicza i spróbujmy pokazać, co pchnęło je w ostatnich latach do przodu. Sukcesy Justyny, Oli, Jagody, Kasi, czy Joanny to suma sprzyjających okoliczności. Ważny jest oczywiście wkład własny – zdolności i pracowitość. Ważną rolę pełnią czujni rodzice, którzy wcześnie dostrzegli potencjał drzemiący w córkach. Wagę ma też szczęśliwy zbieg okoliczności, który pozwolił dziewczynom bardzo wcześnie trafić pomiędzy uzdolnionych rówieśników i pod skrzydła wybitnych nauczycieli. To się we wszystkich omawianych przypadkach dokonało już po szóstej klasie. Dziewczyny urodzone w roku 2001 zdążyły przejść edukację gimnazjalną w starym systemie, dużo łaskawszym dla takich jak one.

Justyna Jaworska w roku 2014 zakończyła naukę w szkole podstawowej w Bezrzeczu niedaleko od Szczecina. W podstawówce objawiła już wielokierunkowe uzdolnienia, ale nie miała opinii geniuszki. Wygrała konkurs matematyczny, który otworzył jej drogę do wyjątkowej szkoły – 16 gimnazjum przy ulicy Unisławy w Szczecinie. Tam los postawił przy niej Filipa Smentka.

Filip Smentek wychowany w Białogardzie, do liceum uczęszczał w Koszalinie i w roku 2004 był finalistą Olimpiady Matematycznej. Potem studiował matematykę na Uniwersytecie Warszawskim. Jako wyróżniający się student miał szanse na dobrze płatną pracę w bankowości czy w przemyśle. Pomny na to co dostał od własnych nauczycieli wybrał szkołę. Krótko uczył w warszawskim XIV LO im. Staszica, a potem ku rozpaczy stołecznych wychowanków i dyrekcji, postanowił wrócić w zachodniopomorskie. Przyjął ofertę pracy dyrektora zespołu szkół – 16 gimnazjum wraz z XIII LO w Szczecinie.

We wrześniu 2014 roku ten utalentowany i pełen entuzjazmu młody nauczyciel dostał pod swoje skrzydła wyjątkowo zdolną i pracowitą uczennicę. Spotkali się na tyle wcześnie, że ich pięcioletnia już dziś współpraca mogła wydać wspaniałe owoce. Zaś Justyna w szczecińskiej szkole trafiła nie tylko na Filipa Smentka, ale także na dotrzymujących jej kroku kolegów, kompanów od rozwiązywania zadań i programowania, a także na innych wspaniałych nauczycieli, takich jak legendarny fizyk Marek Golka.

Rodzi się wątpliwość, czy Justyna pozostawiona dwa lata dłużej w podstawówce w Bezrzeczu byłaby tegoroczną triumfatorką Olimpiady Matematycznej? Nie jest to wcale pewne…

Mam jednak dobrą wiadomość. Sytuacja młodszych kolegów Justyny mieszkających w okolicach Szczecina nie zmieniła się w związku z reformą. Specjalnym dekretem MEN los gimnazjum numer 16 przy ulicy Unisławy został zabezpieczony – funkcjonuje ono na dawnych zasadach pod nowym szyldem „szkoła podstawowa nr 6”. Zespół nauczycieli przetrwał i nadal realizuje w klasach VII i VIII sprawdzone autorskie programy… Niestety wśród szkół publicznych to wyjątek. Dziesiątki szkół z dorobkiem podobnym do szczecińskiego 16 gimnazjum zniszczono nie bacząc na protesty.

Dziewczyny z rocznika 2001 były widoczne podczas  finału LXX Olimpiady Matematycznej w Tarnowie. Joanna Wojciechowska w rozmowie z kolegami. Zdjęcie organizatora OM.

Szkoły umierają, nauczyciele odchodzą

13 gimnazjum Stanisława Staszica w Warszawie, w którym dla Joanny Wojciechowskiej mentorem i przewodnikiem był Wojciech Guzicki, właśnie wygasa. Wojciech Guzicki, który wdrożył własny niezwykle skuteczny system pracy z uzdolnionymi matematycznie młodszymi nastolatkami odszedł na emeryturę, a jego współpracownicy od września będą uczyli matematyki już tylko licealistów. Trójka młodszego rodzeństwa Asi nie ma szans, by podążyć ścieżką przetartą przez starszą siostrę. Z kolei Katarzyna Kępińska, mieszkanka Ślaska, miała szczęście uczęszczać do Dwujęzycznego Gimnazjum Akademickiego w Chorzowie działającego w zespole z Liceum Akademickim im. Słowackiego. Tam skutecznie wspierano jej talent matematyczny. O uratowanie tego gimnazjum od wyroku „reformy” bezskutecznie walczył dyrektor szkoły wspierany przez setki rodziców uczniów i absolwentów. Mimo wielkiego społecznego zrywu, petycji i pertraktacji „Słowak” nie dostał zgody na kontynuację pracy z VII i VIII-klasistami. Podzielił los innych publicznych gimnazjów. O kontynuację na wzór Szczecina zabiegały też takie szkoły jak zespół z Gdyni (24 gimnazjum i III LO im. Marynarki Wojennej) czy Gimnazjum i Liceum Akademickie w Toruniu. To w Toruniu właśnie od ukończenia VI klasy uczyła się inna polska wybitna nastolatka, Zosia Kaczmarek, która trzykrotnie reprezentowała Polskę podczas Międzynarodowej Olimpiady Astronomicznej. Przykłady zasłużonych szkół, które skazano na śmierć można mnożyć. To wyjątkowo wstydliwa karta ostatniej reformy.

Władze oświatowe w Polsce deklarują, że wspierają szkoły w edukacyjnych innowacjach. Że leży im na sercu promocja dziedzin nauki, które będą ważne w przyszłej walce o nowoczesną gospodarkę. Słyszymy o programowaniu od pierwszej klasy, o zachęcaniu dziewczynek, by wybierały technika, a potem politechniki. W rzeczywistości jednak te deklaracje mają charakter haseł propagandowych i zawieszone są w próżni.

O skuteczności edukacji nie przesądza szerokopasmowy internet, ani multimedialne tablice, o których tak często mówi Anna Zalewska. Skuteczna edukacja to są ludzie, nauczyciele-mentorzy. Sami świetnie wyedukowani, pracujący za godne wynagrodzenie, w przyjaznych warunkach, bez nadmiernego urzędniczego nadzoru i narośli biurokratycznych powinności. Mamy obowiązek zadbać o nauczycieli, którzy do tej pory pracowali z olimpijczykami karmiąc się jedynie satysfakcja płynącą z tej pracy. Dziś po wprowadzeniu nieprzemyślanych chaotycznych zmian z strukturze szkół ich szeregi niebezpiecznie się przerzedzają. Mamy obowiązek podnieść z ruin edukację dedykowaną młodszym nastolatkom o naukowych zainteresowaniach. Nie tylko dla dobra ruchu olimpijskiego, ale także dla dobra polskiej nauki i gospodarki.

Janina Krakowowa