Międzynarodowa Olimpiada Matematyczna. Janek Fornal i uratowany honor Starego Kontynentu


W niedzielę, 21 lipca, w brytyjskim Bath miała miejsce dekoracja zwycięzców 60 Międzynarodowej Olimpiady Matematycznej (IMO). Nasza drużyna drugi rok z rzędu spisała się na medal. Uczniowie wywalczyli złoto, trzy srebra i dwa brązy, zajmując zespołowo wysokie 10. miejsce. Polska utrzymała zeszłoroczne prowadzenie wśród krajów Unii Europejskiej i trzecie miejsce w Europie. Jest także zupełnie niespodziewany sukces: Po 25 latach Polak znowu jest głównym zwycięzcą olimpiady!

Janek Fornal, absolwent Liceum Sióstr Prezentek z Rzeszowa, 21 lipca został drugim pod względem dokonań polskim zawodnikiem w 60-letniej historii naszych startów w International Mathematical Olympiad (IMO). Brąz i dwa złota to jego dorobek z trzech lat startów. Na liście olimpijskich sław Janka wyprzedza tylko Przemysław Mazur, utalentowany krakowianin, trzykrotny złoty medalista IMO z lat 2006, 2007, 2008. Tegoroczny złoty medal Fornala ma jednak szczególną wartość – został przyznany za pierwsze miejsce i 42-punktowy wynik. Matematyk z Rzeszowa wszystkie zadania rozwiązał bezbłędnie.

Perfect score

Polscy pasjonaci olimpiad, którzy w ostatnich dniach śledzili nieformalne doniesienia z Bath, nie mogli narzekać na brak emocji. Pierwsza po zakończeniu drugiego dnia zawodów wiadomość brzmiała szczególnie dla nas ekscytująco: „Possibly 1 perfect from Poland (POL2).” W kolejnych wpisach w internecie nadal wskazywano, że POL2, czyli Janek Fornal, może otrzymać maksimum punktów. Ale pewności nie było. 19 lipca do późnego wieczora Janek figurował na tablicy wyników bez oceny za zadanie nr 4. Napięcie rosło. Dopiero o godzinie 22.30 na forum AoPS ktoś na skrócił męki oczekiwania na rozstrzygnięcie: „Poland final score: 168, one perfect score.”

Perfect score, maksymalna punktacja, to od dziesięcioleci wymarzony cel uczestników olimpiady. Wysoko ceniony wyczyn. Choć przy pewnych układach zadań zdarzało się, że lista szczęśliwców była długa i obejmowała nawet 20–30 osób. W ostatnich latach poprzeczka wisi jednak bardzo wysoko i 42-punktowców jest tyle, co kot napłakał. Tak było i w tym roku – na 621 zawodników z całego świata perfect score uzyskało zaledwie sześć osób. Prócz Janka na liście sławy jest dwóch Chińczyków reprezentujących USA, dwóch Chińczyków z Chin i Koreańczyk…

Zrzeszające matematyków forum AoPS, w minionych dniach źródło informacji o wydarzeniach w Bath. Streszczenie oficjalnych już wyników wraz z uwagami z 19 lipca z godziny 23.52. Podkreślenie, że w 10 najlepszych jest tylko jeden kraj Unii Europejskiej – Polska. Uwaga o tym, że Janek Fornal jest czwartym „perfect score” z Polski nie jest zgodna ze stanem faktycznym.

Kartki z historii – od Misiurewicza do Fornala

Janek Fornal jest siódmym w ciągu 60 lat polskim reprezentantem, któremu udało się zdobyć złoto bez utraty nawet jednego punktu. Co wiemy o jego poprzednikach?

Pierwszym Polakiem z perfect score był uczeń warszawskiego Reytana, Michał Misiurewicz. W późniejszym zawodowym życiu profesor matematyki na UW, a następnie – po dziś dzień – dydaktyk w USA, na Uniwersytecie Indianapolis. Sukces Misiurewicza to rok 1966. W jego olimpiadzie uczestniczyło tylko 72 zawodników z 9 krajów. A maksymalnych wyników było aż 11, czyli 15,3%. Kolejny sukces przyszedł dwa lata później. Perfect score uzyskał Jerzy Dydak, z licealista z Dębicy, dziś znany i ceniony profesor matematyki w USA na Uniwersytecie Tennessee. Olimpiada Dydaka to 12 krajów i 96 zawodników. Maksymalny wynik uzyskało 16 szczęśliwców, 16,7% startujących. Po 4 latach sukces powtórzył Grzegorz Andrzejczak, uczeń XII LO w Łodzi, obecnie pracownik Instytutu Matematyki Politechniki Łódzkiej. Triumf odniósł w Polsce, bo w roku 1972 olimpiada, z udziałem 14 państw i 107 zawodników, gościła w Toruniu. Grupa bezbłędnych matematyków liczyła 8 osób (7,5%). W roku 1981 pierwsze miejsce z maksymalnym wynikiem zapewnił sobie Jarosław Wróblewski z XIV LO Polonii Belgijskiej we Wrocławiu. Olimpiada była już większym przedsięwzięciem – startowało 185 zawodników z 27 krajów. Bezbłędnym wynikiem mogło się pochwalić 26 osób (14%). Jarosław Wróblewski pracuje dziś naukowo we Wrocławiu. Jest niestrudzonym popularyzatorem królowej nauk, a od roku 2015 jednoosobowym wydawcą Autorskiego Tygodnika Matematycznego „Trapez”. W roku 1994 sukces Jarosława Wróblewskiego powtórzyli dwaj inni Polacy – Grzegorz Bobiński i Tomasz Schreiber. Obaj byli uczniami sławnego IV Liceum Ogólnokształcącego im. Kościuszki w Toruniu, obaj pochodzili z profesorskich rodzin. Zdaje się, że byli uczniami jednej klasy. Obaj zostali potem pracownikami naukowymi na UMK w Toruniu. Niestety Tomasz Schreiber, najmłodszy w historii profesor matematyki w Toruniu, przedwcześnie zmarł. Olimpiada w roku 1994 była wciąż jeszcze mniejsza od dzisiejszej (69 krajów i 385 zawodników). Najlepsi z pełną punktacją to 22 osoby (5,7% startujących). Warto podkreślić, że w tej grupie było czterech Azjatów i aż jedenastu zawodników o słowiańskich nazwiskach. 25 lat temu Chińczycy z Chin dopiero zaczynali swój podbój IMO…

Dokonania poprzedników Janka budzą respekt. Ich edukacja przypadała na trudne czasy. Budujące są ich dalsze drogi zawodowe trwale związane z edukacją matematyczną. Nie ujmując nic sukcesom z lat 1966–1994, trzeba jednak dostrzec, że wyczyn Janka ma wyższą rangę. Polak zapewnił sobie czołowe miejsce w gronie zaledwie sześciu najlepszych na ogromnej już olimpiadzie (112 państw i 621 zawodników). Ale to nie wszystko. Dziś na IMO warunków nie dyktują już Słowianie, ale wszechstronnie przygotowani zawodnicy o azjatyckich korzeniach, wyszkoleni w Azji i w Ameryce. Bardzo trudno im dorównać. Jankowi to się udało. Patetycznie mówiąc – ocalił honor Starego Kontynentu.

Sukces sąsiaduje z porażką

„Miałem dobre dwa dni” – powiedział Janek Fornal dziennikarce „Gazety Wyborczej”, Agacie Kulczyckiej, dzwoniącej 20 lipca do Bath z gratulacjami. Maturzysta z Rzeszowa ma dystans wobec własnego sukcesu. Świadomość, że prócz wyćwiczonego umysłu urodzonego matematyka potrzebny jest jeszcze przysłowiowy łut szczęścia. Jankowi w tym roku to szczęście dopisało. Jego koledzy z drużyny mieli tego szczęścia nieco mniej. Szczęścia zabrakło też konkurentce Janka, 17-letniej Serbce z Belgradu, Jelenie Ivančić, także typowanej do perfect score. Jelena ma siódmy wynik na IMO – 41 punktów…

Zdrowy dystans do własnego sukcesu to może być zasługa życiowych doświadczeń. Janek Fornal wie, że na konkursach matematycznych sukces leży blisko od porażki. On, podwójny złoty medalista światowej olimpiady, rok temu, a także w tym roku miał kłopoty z kwalifikacją do polskiej reprezentacji na IMO. Rok po roku nie był powoływany podczas krajowych finałów Olimpiady Matematycznej (OM), ale dopiero w wyniku dogrywki. Bo jego wyniki podczas III etapów OM, choć bardzo wysokie, nie były najwyższe z możliwych. W tym roku kilkudniową dogrywkę wygrał bardzo pewnie, dystansując tych, którym lepiej powiodło się na finale. Na tej samej zasadzie do reprezentacji wszedł jego kolega z rzeszowsko-piotrkowskich obozów przygotowawczych, Kamil Galewski. Ale gdyby Janek i Kamil mieli o jeden punkt mniej w III etapie OM ich szanse na wyjazd na światową olimpiadę byłyby pogrzebane… To pokazuje, jak wysoki jest poziom krajowych kwalifikacji. A także, że polska czołówka składa się z wielu błyskotliwych uczniów o zbliżonych umiejętnościach.

Drużyna na medal

Dlatego tegoroczna olimpiada to nie tylko indywidualny triumf Janka, to także wielki sukces świetnie przygotowanej drużyny. 10. miejsce na świecie wydaje się być maksimum tego, co w obecnych warunkach można osiągnąć. Potencjał sześciu azjatyckich potęg, Chin, obu Korei, Tajlandii, Wietnamu, Singapuru, a także USA i Rosji jest większy. Jedynym konkurentem, z którym Polacy mogli się skutecznie ścigać, jest 9. na liście Serbia. Wynik Serbii – 171 punktów – jest nota bene najwyższy w historii tego kraju. My zaś mamy jeszcze jeden powód do radości w postaci powtórzenia zeszłorocznych osiągnięć: Polacy są trzecią siłą w Europie i pierwszą siłą w Unii Europejskiej! Wynik drużynowy to efekt pracy całego zespołu. Zespołu złożonego z dobrze przygotowanych zawodników, z których aż czworo ma przed sobą jeszcze jedną lub dwie szanse na start w IMO!

Wart odnotowania jest rewelacyjny występ dwóch pierwszoklasistów – Julka Baneckiego i Radka Żaka. Radek już nas do swoich sukcesów przyzwyczaił. Był cudownym dzieckiem Olimpiady Matematycznej Gimnazjalistów, z sukcesami od piątej klasy szkoły podstawowej. Rok temu, będąc absolwentem Katolickiego Gimnazjum Św. Rodziny w Krakowie, Radek przywiózł z IMO srebro. W tym roku powtórzył co do szczegółu zeszłoroczny wynik. Jego kolega z drużyny, Julek Banecki, uczeń I klasy Gdańskiego Liceum Autonomicznego (i absolwent Gimnazjum Autonomicznego), to tegoroczna rewelacja. Jego srebro na IMO cieszy tym bardziej, że Julek do Bath przyjechał prosto z innej zawrotnie trudnej olimpiady. W Tel Awiwie wywalczył dla Polski brąz w fizyce.

Dwa medale w ciągu dziesięciu dni lipca zdobył także Tomek Ślusarczyk. W Izraelu był najlepszym z Polaków podczas Międzynarodowej Olimpiady Fizycznej. W Bath miał nieco mniej szczęścia, bo do srebra zabrakło mu jednego punktu. Podobnie jak Justynie Jaworskiej.

Trzeba jednak pamiętać, że dwa wysokopunktowe brązy także zaważyły na sumarycznym wysokim wyniku. Różnice między drużynami były minimalne. Bo Serbia wyprzedziła Polskę o trzy punkty, trzech punktów brakowało też Węgrom i Ukraińcom by dogonić Polaków…

Ach te dziewczyny…

Justyna Jaworska jest pierwszą Polką na IMO po 22 latach przerwy. Szansa na udział dziewczyny była już dwa lata wcześniej. W roku 2017 o krok od powołania do reprezentacji była koleżanka Janka Fornala z rzeszowskiej „stajni” matematycznej, ówczesna gimnazjalistka, Aleksandra Kowalska.

Oli się nie udało, ale uczennicy XIII LO ze Szczecina, która była gwiazdą tegorocznej krajowej Olimpiady Matematycznej, już tak. O Justynie Jaworskiej i jej drodze na olimpiadę pisałam w osobnym artykule. Poświęciłam tam też nieco miejsca jej koleżankom.

Smutne, że Justyna jest dopiero dziewiątą Polką w historii IMO na przestrzeni 60 lat… Dorobek medalowy jej poprzedniczek nie jest duży, to raptem dwa brązy na 241 polskich krążków. Udział na poziomie niewiele ponad 1% – dominacja chłopców jest faktem. To przykre, że w innych krajach dziewczyny są częściej powoływane do reprezentacji i odnoszą większe sukcesy.

Występ Justyny na IMO był jednak udany. Mimo ciążącej na niej presji dobrze poradziła sobie podczas obu konkursowych dni. Brakujący do srebra punkt, to oczywiście zadra w sercu. Ale jest i wielka satysfakcja. Do Justyny należy przecież 1/3 medalowego dorobku Polek w 60-letniej historii IMO. I jest też Justyna współautorką wielkiego sukcesu drużyny.

Genialni nauczyciele genialnych uczniów

Dobra passa olimpijskiej matematyki to zasługa młodych zawodników, ale także ich nauczycieli. Nie jest sprawą przypadku, że nasi reprezentanci skupieni są w matematycznych „stajniach”.

Taką stajnię w Rzeszowie od wielu lat prowadzi Mariusz Kraus. Nauczyciel zespołu szkół Sióstr Prezentek, opieką obejmuje młodzież nie tylko ze swojej szkoły, ale z szerszego terenu. Stworzył cały system przygotowań olimpijskich. W przygotowaniach tych twórczo współpracuje z Piotrkowem Trybunalskim, gdzie rolę guru pełni nauczyciel Kamila Galewskiego z LO Chrobrego, Paweł Kwiatkowski. Przygotowaniem olimpijczyków i wybitnych studentów zajmuje się na dużą skalę Jacek Dymel w V LO w Krakowie. To nauczyciel Tomka Ślusarczyka, Radka Żaka, Mariusza Treli, a przed dekadą – Przemysława Mazura. Kuźnią olimpijczyków i miejscem pracy zespołu wybitnych nauczycieli matematyki jest XIII LO w Szczecinie, gdzie od pięciu lat nauki pobiera Justyna Jaworska. Nauczyciele Justyny to Filip Smentek, pod którego skrzydła trafiła zaraz po VI klasie prowincjonalnej podstawówki, a także Beata Bogdańska i Adam Neugebauer. Znakomitym Julkiem Baneckim opiekuje się w Gdańsku Wojciech Babiański.

Takich wspaniałych, oddanych młodzieży nauczycieli mamy więcej. Są w Gdyni, Toruniu, Wrocławiu, Lublinie, Warszawie, Bielsku-Białej, Tarnowie, Stalowej Woli… Ci ludzie, to wirtuozi w swoim zawodzie, nauczyciele o najwyższych kwalifikacjach.

Nieodżałowane gimnazja

O błyskotliwych karierach polskich uczniów decydowali w ostatnich latach także wybitni nauczyciele gimnazjalni. Lapidarnie ujął to Kamil Galewski z Piotrkowa Trybunalskiego: „W podstawówce bardziej fascynował mnie język polski. Ale w gimnazjum trafiłem na zajęcia kółka matematycznego…”

Rola nauczycieli gimnazjalnych jest często nie do przecenienia, bo to oni rozbudzili miłość do matematyki, uczyli podstaw, pomagali rozwinąć skrzydła, pokazywali jak genialne pomysły zamienić w zapisy akceptowane przez oceniających. Poświęcali uczniom dziesiątki godzin własnego czasu. Wozili na konkursy, pocieszali zapłakanych, przynosili wodę i kanapki.

Dzięki gęstnieniu sieci gimnazjów z klasami matematycznymi udawało się otoczyć specjalną opieką coraz pokaźniejszą grupę uzdolnionych i pracowitych 12-latków. To dostatecznie wcześnie, by uczniowie mieli szanse zapałać miłością do matematyki, rozwinąć umiejętności i wystartować w Olimpiadzie Matematycznej Gimnazjalistów, która stanowi najlepszy wstęp do licealnych sukcesów olimpijskich.

Dokładnie taką drogę przeszli wszyscy nasi tegoroczni reprezentanci na IMO. Bardzo dobre gimnazjum – publiczne lub niepubliczne. Najlepsze w mieście, albo jedno z najlepszych. Z rozszerzeniami, z kółkami, z przestrzenią dla uzdolnionych uczniów. Wczesna diagnoza, wczesne sukcesy w OMG. Wszyscy tegoroczni medaliści IMO są wybitnymi laureatami olimpiady gimnazjalnej. Radek Żak i Tomek Ślusarczyk to absolutni rekordziści OMG, jeśli idzie o liczbę i rangę sukcesów.

Oczywiście, Olimpiada Matematyczna Gimnazjalistów (z „dobrozmianową” nazwą Olimpiada Matematyczna Juniorów) będzie istnieć dalej dla uczniów starszych klas podstawówki. Rzecz jednak w tym, że w szkołach podstawowych nie ma już komu pracować z lepszymi uczniami. Nie ma komu łowić talentów. Nie ma przestrzeni do dodatkowej pracy, do indywidualizacji, do wielogodzinnych kółek.

Zresztą dotychczasowi nauczyciele klas matematycznych w gimnazjach, bardzo doświadczeni w ociosywaniu diamentów, nie przeszli do podstawówek. Demontaż profilowanych gimnazjów oznaczał dla nich życiową porażkę. Tracili miejsca, które bardzo często budowali własnymi rękami. Tracili dorobek kilkunastu lat ciężkiej pracy. Nie potrafili się z tym pogodzić, bo wykonywana dotąd praca była nie zawodem, ale pasją. „Dokonaniem” Anny Zalewskiej jest więc nie tylko rozbiórka szkół gimnazjalnych kształcących według poszerzonych programów, ale także wyrzucenie poza nawias szkoły publicznej wybitnych nauczycieli matematyki, którzy w najlepszym wypadku uczą dziś w liceach, ale często są już poza szkołą publiczną, w placówkach niepublicznych, które dają im szansę na kontynuację pracy z tą samą wiekowo grupą uczniów.

Oświata niepubliczna – szalupa ratunkowa

Obecnie szkoły niepubliczne mają monopol na pracę z uzdolnionymi 12–14-latkami. Pracują na poziomie szkoły podstawowej tak, jak dotąd pracowały profilowane gimnazja publiczne. Tak jest w przypadku trzech szkół naszych reprezentantów: Szkoły Autonomicznej w Gdańsku, Katolickiej Szkoły Św. Rodziny w Krakowie i Szkoły Sióstr Prezentek w Rzeszowie.

W szkołach niepublicznych stosowane są metody pracy i dobre praktyki wypracowane z profilowanych gimnazjach. W szkołach niepublicznych są nadal realizowane programy autorskie, są wyjazdy na warsztaty. Szkoły niepubliczne mogą więcej, bo zostały łagodniej potraktowane przez reformę. Nie zmagają się z przepełnieniami w klasach, mają czas i przestrzeń do pracy z uczniami o szczególnych potrzebach, w wielu wypadkach stać je na ściągnięcie do siebie najlepszych nauczycieli wyrugowanych ze szkół publicznych. Pisałam o tym szerzej w majowym artykule posługując się przykładami z Warszawy.

Edukacja matematyczna w szkołach niepublicznych to oczywiście iskierka nadziei na przyszłość, ale także zadra w sercu. Wiadomo, że one działają na ograniczonym obszarze. Jest ich mało, nie są dostępne dla dzieci z uboższych rodzin, czy z dalekiej prowincji. Nie dysponują, tak jak niektóre gimnazja, w Szczecinie, Gdyni i Toruniu, własnym internatem i stypendium, by umożliwić naukę zdolnym uczniom przyjeżdżającym z daleka.

Jest jeszcze jedna wiadomość dla ruchu olimpijskiego. Dotyczy liceów, gdzie ma się przenieść skrócony z sześciu do czterech lat cykl przygotowań do IMO. „Dobra zmiana” w edukacji ma rzekomo oznaczać podnoszenie z ruin nauki licealnej. Ja mam poważne wątpliwości. Na razie powiększenie się olimpijskich szkół publicznych o dodatkowy rocznik pogarsza warunki pracy i odsuwa nauczycieli od uczniów. Trzeba się liczyć z ograniczeniem pracy kół zainteresowań, bo budynki są przepełnione, a ludzi za mało. Praca w zbyt licznych klasach będzie mniej efektywna. Wystarczy zerknąć na warszawskie XIV LO Staszica, które we wrześniu otwiera 15 klas pierwszych. W eksperymentalnych „mateksach”, gdzie uczy się najwięcej olimpijczyków matematycznych, zamiast dotychczasowych 28 osób będzie 36 uczniów. To stawia roczniki 2003 i 2004 na wyraźnie gorszej pozycji. Krakowskie V LO Witkowskiego wynajęło dodatkowe sale w Instytucie Austriackim. Czy szkoła znajdzie przestrzeń, by jak dotąd zapraszać na specjalne zajęcia matematyczne? Problemy lokalowe ma też szkoła Przemysława Mazura, LO im. Sobieskiego w Krakowie. Placówka nerwowo szuka pomieszczeń do wynajęcia…

Nasi olimpijczycy w Bath: od lewej Kamil Galewski, Janek Fornal, Radek Żak, Justyna Jaworska, Julek Banecki, Tomek Ślusarczyk i jeden z dwóch opiekunów drużyny, Łukasz Bożyk. Brakuje szefa reprezentacji Tomasza Cieśli, być może autora zdjęcia. Na tytułowym zdjęciu Janek Fornal podczas finału krajowej Olimpiady Matematycznej w Augustowie w kwietniu 2018. Zdjęcie organizatora OM.

Mamy jeszcze dobry czas, odcinamy kupony od tego co zostało zbudowane w minionych dwóch dekadach. Drugi rok z rzędu polskie drużyny triumfują na IMO osiągając rezultaty o jakich marzyliśmy przez lata. Na przyszły rok można jeszcze spoglądać z nadzieją. Janek i Kamil już nie wystąpią, ale na Julka, Justynę, Tomka i Radka możemy liczyć. Ich rachunki z IMO nie są jeszcze wyrównane. Są też inni polscy uczniowie wyedukowani w systemie gimnazjalno-licealnym.

Ale dalsza przyszłość nie rysuje się już różowo. Trzeba zakasać rękawy i ratować co się da.

Janina Krakowowa