List otwarty do uczniów i ich rodziców


Szanowni Państwo!

Jestem matką tegorocznego licealisty, absolwenta gimnazjum.

Nie czas teraz na wspominanie naszych przeżyć związanych ze strajkiem nauczycieli (który zresztą mocno popierałam), ani stresu związanego z rekrutacją, ze źle sprawdzonymi egzaminami z matematyki, z oczekiwaniem na wyniki i ogłoszeniem list zakwalifikowanych.

To już było. Ale niestety ten etap to był początek, dla wielu teraz zaczęło się wszystko co najgorsze.

Obserwując z boku tę sytuację i patrząc na samą siebie, dochodzę do wniosku, że dziś jest tak, jakbyśmy, my rodzice, z tym wszystkim pogodzili się.

Ktoś zrobił coś absolutnie głupiego, nieprzemyślanego, kompletnie bez przewidywania dalekosiężnych skutków, a my posłaliśmy nasze dzieci na rzeź, na zgubę, a teraz przyglądamy się temu polowaniu.

Za chwilę zobaczymy pokot. Czujemy złość, zostaliśmy z poczuciem krzywdy, jaką zrobiono kilku rocznikom, jest nam źle, burzymy się w środku. Ale tak naprawdę co robimy?

Chyba nic. Bo pisanie komentarzy na FB to naprawdę za mało.

Może jestem naiwna, ale tak jak w przypadku katastrofy klimatycznej, zaczęto mówić coraz głośniej o narastającym problemie, coraz więcej osób rozumie z jak wielkim tematem przyszło nam się zmierzyć, zobaczcie jak dużo w tej sprawie uczyniła 16 letnia Greta…jak wielu ludzi poruszyła….

I teraz można zacząć od nieposłuszeństwa obywatelskiego – po prostu od wyjścia z lekcji. Gdyby nasza młodzież dostała zielone światło i zachętę do takich działań i np. systematycznie, regularnie wychodziła przed budynki szkół, na czarno ubrana, na godzinę lub na dwie godziny lekcyjne, z transparentami – na czarnym tle białe krótkie teksty, które opisywałyby rzeczywistość w przepełnionych szkołach:

  • brak czasu na wyjście do toalety,
  • brak czasu na zjedzenie śniadania,
  • przepełnione klasy,
  • ostatni autobus odjeżdżający już godzinę przed zakończeniem lekcji w szkole,
  • zakończenie lekcji o godz. 19, 20….,
  • dwie godziny religii w tygodniu, jedna godzina fizyki, chemii czy informatyki tygodniu nawet w klasie matematyczno-fizycznej,
  • religia w szkole, wydłużająca godziny spędzone w szkole tym, którzy na nią nie chodzą,
  • brak pedagogów, brak psychologów, nauczycieli przedmiotowców,
  • rozwalona psychiatria dziecięca, podczas gdy jesteśmy w czołówce samobójstw dzieci w wieku 14-19,
  • załamania psychiczne, bo nie wszyscy dadzą sobie radę w takich warunkach (bolące brzuchy, zaburzenia lękowe, depresje, potworne zmęczenie)
  • hałas, ścisk, tumult,
  • słabe szkoły staną się jeszcze słabsze,
  • dobre szkoły nie będą już dobre,
  • brak warunków do nauki dla dzieci z orzeczeniami, z opiniami,
  • pogorszenie warunków nauki starszych roczników,
  • łamanie praw wynikających z Konstytucji..

… może w końcu obudzilibyśmy się z tego letargu będącego przyzwoleniem dla władzy.

Wiele z tych problemów (a jest ich przecież dużo więcej niż te powyżej spisane) jest wspólnych dla wszystkich szkół, są też bolączki specyficzne dla szkoły w określonych lokalizacjach. Każda szkoła/uczniowie szkoły mogliby wskazywać na swoje problemy po reformie. (Zdaję sobie sprawę, że w małych lokalizacjach zbyt duże bywają zależności od władzy i że nie wszyscy mogą sobie pozwolić na pewne działania, rozumiem to).

Wszystko mogłoby się dziać na terenie szkół, w czasie godzin lekcyjnych, pod opieką nauczycieli, np. na boiskach szkolnych, w ciszy i spokoju tak, aby nie generować zarzutów o sprowadzanie stanu zagrożenia dla zdrowia i życia młodzieży (choć dzisiaj warunki w przepełnionych szkołach temu właśnie sprzyjają).

Takie wyjścia przed szkoły mogłyby odbywać się w stałych odstępach czasu (powtarzalność), jednocześnie we wszystkich szkołach w Polsce, bez względu na pogodę. Myślę o liceach, technikach, szkołach branżowych.

A pierwszy taki protest np. około 10 października, tuż przed wyborami. Nie chodzi mi o to, by młodzież wyszła na ulice, chodzi o to, żeby nasze dzieci o siebie walczyły, a my razem z nimi.

Ale żeby było bezpiecznie – właśnie na terenie boisk szkolnych, na terenie szkół. Chodzi o to, aby nie godzić się poddańczo, bezmyślnie, bezrefleksyjnie na efekty tej rzekomej reformy, ale aby przypominać o jej skutkach, nagłaśniać je, a jednocześnie robić to tak, aby nie dopuścić do zarzutów w stosunku do dyrekcji szkół i nauczycieli. W końcu to młodzież ma być obywatelsko nieposłuszna, a kadra po prostu ma zapewnić opiekę i bezpieczeństwo na terenie szkoły.

Rodzice, dziadkowie mogliby dołączać do takich akcji, generalnie wszyscy Ci, którym bliska jest przyszłość dzieci i edukacji.

Bo dzisiejsza szkoła to nie szkoła XXI wieku.

Transparenty mogłyby być również w innych językach, z podstawowym przekazem odnośnie tego co dzieje się w polskiej szkole, tak, aby szerzej ten temat przedstawić, również w UE.

Nasze dzieci mają plany, aspiracje, marzenia małe i duże, mają różne możliwości, na swoją miarę, dlaczego im to zabierać i jakim prawem? Kiedy mają oddychać pełną piersią, jak nie na tym etapie życia? Oni powinni mieć teraz najlepszy czas.

My nasze dzieci wysłaliśmy na zagładę. Poradzą sobie najmocniejsi, ale ilu ich będzie?

Polska szkoła nie może tak wyglądać, jak wygląda dzisiaj. Gdyby zrobić odniesienie do świata przyrody to młodzi dzisiaj zaczynają robić pierwsze okrążenia wokół gniazd, ale już od początku startują z podciętymi skrzydłami. Dzieci w tym wieku są mocno wrażliwe, są nadwrażliwe, szukają sobie miejsca, tożsamości, a co my im robimy? Zostali wsadzeni do kotła z wrzątkiem i mają sobie poradzić.

Dziś, gdybym była nastolatkiem, po prostu przestałabym ufać dorosłym.

Rządzących dzisiaj nie interesują przyszłe konsekwencje – ani te, które poniesie społeczeństwo, ani te osobiste, spersonalizowane, ale jeśli te dzieci będą spędzać czas na walce o przetrwanie w szkole przez kilka kolejnych lat, to nie będą miały ani siły, ani chęci, by robić inne ważne rzeczy w życiu, rozwijać się, walczyć o inne ważne sprawy, dzięki czemu świat może byłby trochę lepszy.

To milczenie nas, rodziców, jest wstrząsające, bo my daliśmy/dajemy w ten sposób przyzwolenie, aby naszym dzieciom robiono krzywdę.

Nie da się tak funkcjonować, ja na to się nie godzę, jako rodzic, jako człowiek, jako obywatel, stąd ten list.

Czuję trochę tę moją naiwność, zdaję sobie z niej sprawę, ale może takie systematyczne przypominanie, protestowanie, walka o swoje jednak coś zmieni.

Dziś tej machiny jednym podpisem nie odkręci się, ale nich ktoś poważny weźmie odpowiedzialność za przywracanie normalności, za sprzątanie bałaganu, za wdrażanie postępu do szkół, do edukacji, krok za krokiem.

Dziś komisarz wyborczy podpowie nam jedynie jak postawić krzyżyk w kratce, aby głos był ważny, a kto lub co podpowie nam jak zagłosować, aby naszym dzieciom nie działa się już krzywda, aby nie potęgować spustoszenia, aby nie były to, jak powiedział profesor Łukasz Turski, całkowicie stracone roczniki?

Mnie mobilizuje sytuacja tych dzieciaków. To oczywiście temat bardzo szeroki, ale przyszła mi do głowy taka inicjatywa, a w zasadzie jej zalążek. I chciałam się z Państwem tym podzielić. Chociaż tyle.

I krótko jeszcze do Rodziców: zamieszczacie na FB świadectwa z paskiem, a ilu z Was zamieści informację, że Wasze dziecko sobie nie radzi, że ma fobię szkolną, że rano boli je brzuch, że nie chce chodzić do szkoły, że zaczęło wagarować, że się pocięło, że się po prostu poddało, i że szukacie pomocy? To czeka wielu z Was, tylko wtedy będzie już za późno.

Pozdrawiam,
Magdalena Łopuszyńska-Turek