Rekrutacja 2020: dodatkowe punkty – resekcja bez znieczulenia – artykuł z aneksem


Wygląda na to, że powinnam posypać głowę popiołem. Od kilku lat apeluję, by mazowieckie kuratorium oświaty zrobiło porządek z listą punktowanych konkursów, dzięki którym uczniowie aplikujący do szkół średnich otrzymują dodatkowe punkty. Jednak teraz, gdy kuratorium przystąpiło do realizacji tego postulatu, widzę, że ofiarami rewolucji będą tegoroczni ósmoklasiści. Bo urzędnicy nie uznali za stosowne, by o zmianach, które dewaluują wysiłek uczniów, poinformować z wyprzedzeniem. Sprawa do dziś jest okryta tajemnicą, dlatego, nie czekając na rozwój wypadków, postanowiłam o niej napisać.

Oficjalnych informacji o dogłębnych zmianach na liście punktowanych konkursów na Mazowszu wciąż nie ma i nie będzie do końca lutego. Są tylko poszlaki w postaci komunikatu, jaki wicekurator Krzysztof Wiśniewski 9 stycznia 2020 wystosował do dyrektorów szkół i organizatorów konkursów.

Ale nim zabiorę się do omówienia tego pisma, potrzebne jest małe wprowadzenie.

Dodatkowe punkty przyznawane są w rekrutacji za osiągnięcia w konkursach wiedzy i zawodach artystycznych czy sportowych. Zgodnie z ogólnopolskim regulaminem rekrutacji to maksymalnie 18 punktów (na ogółem 200 możliwych do zdobycia). Niby niewiele, ale to punkty, które mocno ważą na wynikach.

Kandydaci do lepszych szkół i bardziej obleganych klas są dość jednorodną grupą. To uczniowie z najwyższymi notami za oceny końcowe i za egzamin ósmoklasisty. Zdobycie dodatkowych punktów za rozmaite konkursy zdecydowanie poprawia ich szanse. Wiedzą o tym wszyscy ambitni 13-latkowie. Dlatego na Mazowszu, gdzie walka o dobre szkoły średnie jest szczególnie ostra, zrodził się cały przemysł wspierający uczniów w pozyskiwania takich uprawnień.

Sprzyjała temu dotychczasowa polityka MKO, które na swoją listę wpisywało niemal wszystko, bez zastanowienia. Nie wszędzie tak było, bo w części regionów kuratoria miały bardziej krytyczne podejście. W rezultacie występowały ogromne dysproporcje między województwami. Rok temu, gdy Małopolska miała kilkanaście punktowanych konkursów, Śląsk miał ich 1878, a Mazowsze – 1164.

Na Mazowszu najpoważniejsze obawy budziła nie sama liczba konkursów, ale ich jakość. O hurtowym powstawaniu konkursów krojonych pod potrzeby uczestniczących w rekrutacji uczniów i o nadmiernej roli jaką pełnią w pozyskiwaniu uprawnień rzutcy rodzice pisałam w marcu 2019 w artykule Nieszczęsne dodatkowe punkty.

Na podobny splot problemów wskazała pół roku później pani dyrektor Biura Edukacji w Warszawie, Joanna Gospodarczyk. 20 września 2019 wystosowała do kurator Aurelii Michałowskiej obszerne pismo. Wyliczyła w nim mankamenty systemu naliczania dodatkowych punktów za konkursy na Mazowszu. Jest tam mowa o nazbyt rozbudowanej liście i o trudnościach na jakie napotykają szkolne komisje rekrutacyjne przy weryfikacji dodatkowych punktów. Pani Gospodarczyk wskazuje też, że powstały firmy organizujące konkursy na różne sposoby obchodzące ograniczenia dotyczące liczby laureatów, czy zakresu sprawdzanej wiedzy. Alarmuje, że punkty nie są przydzielane sprawiedliwie, a na swoistej dewaluacji tracą finaliści trudnych konkursów przedmiotowych.

Jest pewne, że urzędnicy kuratorium otrzymywali i inne sygnały od dyrektorów szkół i rodziców. Dlatego prawdopodobnie decyzja o zmianach zapadła w MKO już jesienią 2019. Niestety, taka informacja nie została podana do wiadomości publicznej. Nie mogę pojąć, dlaczego tak się stało.

Pierwszy jawny sygnał, że idzie nowe, MKO dało w miniony czwartek. To „powieszenie” na własnej stronie opatrzonego wcześniejszą datą (22 października 2019) komunikatu wicekuratora Wiśniewskiego. Komunikat nie jest zaadresowany do uczniów i ich rodziców, ale do dyrektorów szkół i organizatorów zawodów. Mają oni czas do 31 stycznia (a więc 3 tygodnie), by zgłaszać swoje konkursy do potencjalnego wpisania na listę. Pomaga im w tym specjalny formularz. Wcześniejsze zgłoszenia nie są uznawane.

Tak późny termin komunikatu to nic nowego, bo w poprzednich latach kuratoria także w ostatniej chwili pozyskiwały dane o konkursach. Tyle, że tym razem dołączono zestaw nowych kryteriów, które muszą zostać spełnione przez organizatorów:

✔ Konkursy muszą być odpowiednio obudowane – regulaminem, harmonogramem, stroną internetową, wzorami dyplomów.

✔ Konkursy muszą być obowiązkowo wieloetapowe. Konkurs powiatowy i wojewódzki musi się składać z minimum 2 etapów, konkurs ogólnopolski i międzynarodowy z minimum 3 etapów.

✔ Konkursy nie mogą być płatne.

Dwa ostatnie warunki zdecydowanie przerzedzą listę konkursów, wycinając wiele słabych, ale zarazem wiele renomowanych, dobrze przygotowanych, wręcz prestiżowych…

Gdyby powyższe kryteria były znane od czerwca czy września, nie budziłyby pewnie większych emocji. Ostatecznie można zaakceptować wyrugowanie części dobrych konkursów za cenę ukrócenia patologii. Ale wiadomość o zmianie kryteriów i resekcji tak skutecznie różnicujących uczniów konkursów jak Kangur Matematyczny, Bóbr (informatyka) czy Lwiątko (fizyka), a przy okazji także wszelkich Olimpusów, Alfików i Matów, ma szanse dotrzeć do uczniów dopiero w końcu lutego.

Proszę sobie wyobrazić, co będą czuli ósmoklasiści, którzy przez ostatnie dwa czy trzy lata walczyli o tytuły i gromadzili dyplomy. Wymienione przeze mnie płatne konkursy należą do najpopularniejszych, a przy okazji do najłatwiejszych w przeprowadzeniu. W wielu szkołach stanowią 90% oferty konkursowej.

Teraz, w ostatnich dniach lutego, ambitni uczniowie dowiedzą się więc, że ich kilkuletnia praca poszła w piach. Skwapliwie gromadzone dyplomy zostaną pozbawione swojej rekrutacyjnej wartości. Ze spodziewanych dodatkowych 18 punktów rekrutacyjnych często nie zostaje nic, a koniec roku za pasem.

Co pani kurator Michałowska powie takim dzieciom? Że przepisy nakładają na nią obowiązek sporządzenia listy konkursów do końca lutego i nastoletni ludzie z ich emocjami nic a nic ją nie obchodzą?

Do wiatru wystawiono zresztą nie tylko dzieci, ale i personel szkół. Szkoły dbały przecież o ofertę konkursową posiłkując się zeszłoroczną listą. Proceder rozgrywania płatnych konkursów kwitł. Często oznaczało to organizację szkolnego etapu kosztem normalnych lekcji, z łamańcami kadrowymi, by wszystkim zapewnić opiekę, a także wypełnianie formularzy i pisanie sprawozdań. Wychowawcy wieszali ogłoszenia w Librusie, w dobrej wierze zachęcali dzieci do udziału, to samo powtarzali opiekunom podczas zebrań. Teraz uczniowie wraz z rodzicami swoje uzasadnione pretensje skierują nie na ręce pani Michałowskiej czy pana Wiśniewskiego z MKO, ale na ręce dyrektorów i nauczycieli. To będzie kolejny powód, by zarzucić szkolnej kadrze brak kompetencji, a może i dobrej woli.

Poszkodowane są też szkoły, które niemałym wysiłkiem grona nauczycielskiego organizowały własne powiatowe czy wojewódzkie zawody przebiegające jednoetapowo. Tak do tej pory wyglądały przecież wszelkie konkursy literackie czy artystyczne, a także popularne i znane z dobrego poziomu konkursy matematyczne jak choćby St@s w XIV LO Staszica, czy FerMAT w SP 221 im. Barbary Bronisławy Czarnowskiej. Teraz ci społeczni organizatorzy dowiadują się, że ich wychuchany konkurs nie spełnia nowych kryteriów wieloetapowości. Choćby był najlepiej przygotowany, nikt się nad nim nie pochyli.

Postulując już kilka lat temu pilne uporządkowanie listy mazowieckich konkursów, nie sądziłam, że można to rozegrać w taki sposób. Zmiany były konieczne, ale ich wprowadzenie zawiodło na całej linii. Bo nie jest dobrym pomysłem wprowadzenie twardych kryteriów, które wykluczą konkursy starannie przygotowane, o wieloletniej już renomie, ze względu na symboliczną często opłatę i/lub brak kilku etapów (Kangur Matematyczny, Bóbr). Moim zdaniem nowa lista powinna powstawać przez uważne rozpatrzenie każdej sensownej propozycji. Ale znacznie większym większym błędem jest ukrywanie rewolucyjnych zmian do ostatniej chwili przed dziećmi, ich rodzicami i nauczycielami. Zamiar przeprowadzenia radykalnej korekty w przepisach powinien być ogłoszony z dużym wyprzedzeniem. Nie bardzo rozumiem, komu, poza organizatorami płatnych zawodów w szkołach, mogło zależeć na ukrywaniu tej wiadomości przed uczniami do końca lutego 2020?

Janina Krakowowa

ANEKS z 27 lutego 2020

Powyższy artykuł powstał 10 stycznia. Był pierwszym sygnałem w mediach informującym o planach gruntownej rewizji listy konkursów, które uczniom z klas ósmych aplikującym do szkół na Mazowszu dają dodatkowe punkty.

W ślad za naszym artykułem na temat postępowania mazowieckiego KO, które przez szereg miesięcy nie przekazało zainteresowanym informacji o zaplanowanych przez siebie zmianach, napisały ogólnopolskie serwisy internetowe i gazety. Zareagowali też rodzice, wysyłając na ręce kuratora list protestacyjny.

Te społeczne działania przyniosły rezultat. Kuratorium, które początkowo nie widziało nic nagannego w swoim postępowaniu, częściowo wycofało się z krzywdzącej uczniów decyzji.

Ogłoszono, że nowa lista konkursów będzie obowiązkowa tylko w odniesieniu do obecnego roku szkolnego (2019/2020). Osiągnięcia z lat wcześniejszych (czyli z lat 2015/2016-2018/2019 – z IV, V, VI i VII klasy) mają być punktowane zgodnie z zeszłoroczną obszerną listą.

Wczoraj, 26 lutego 2020, te informacje zyskały formę oficjalnie opublikowanego dokumentu na stronach internetowych MKO. Także wczoraj ujawniona została nowa lista konkursów, które wolno będzie wpisać na świadectwie za obecny rok szkolny (2019/2020).

Zgodnie z tym, czego należało oczekiwać, nowa lista jest zdecydowanie szczuplejsza – liczy tylko 226 pozycji (w zeszłym roku było ich 1164). Są na niej tylko konkursy wieloetapowe i bezpłatne. Zniknęły więc popularne w szkołach, znane z dobrego poziomu i dobrze porównujące umiejętności uczniów w całym kraju, „Kangur Matematyczny” czy „Lwiątko”. Zniknęły też komercyjne konkursy, którym często słusznie zarzucano, że są głównie maszynkami do przyznawania punktów.

Ale nowe kryteria nie pozwoliły dobrze odsiać ziarna od plew. Na liście pozostała mieszanka konkursów organizowanych przez szkoły, domy kultury, stowarzyszenia, federacje sportowe. O bardzo różnym poziomie. Niektóre mają tysiące uczestników, inne kilkunastu, czy nawet kilku… Jedne maja solidne regulaminy i zespoły ludzi czuwających nad poziomem, inne są kompletną amatorszczyzną. Wciąż są na tej liście konkursy na pocztówkę wielkanocną, czy palmę wielkanocną, albo napisany w domu krótki utwór literacki – wątpliwości budzi ich wieloetapowość, nie ma też mowy o żadnej kontroli samodzielności nagrodzonego ucznia…

Tegoroczna lista nie jest też wolna od zwykłych urzędniczych pomyłek – wpisano na nią na przykład Olimpiadę Matematyczną Juniorów, która daje uczestnikom o wiele szersze uprawnienia i mieści się w zupełnie innej kategorii konkursów…

Reasumując, rysują się takie wątpliwości:

✔ Dokonano czystki, ale jej efekt nie jest taki, jakiego należało oczekiwać. Nowa lista jest szczuplejsza, ale nie jest wiele lepsza od starej.

Sama sytuacja z rekrutacją na ten rok skomplikowała się. Gdyby urzędnicy podjęli swoje decyzje w odpowiednim czasie, bylibyśmy dziś w innym miejscu. Z listą konkursów ograniczoną. Nieudolnie, ale jednak. Tymczasem jest krok wstecz – w tym roku będzie większy bałagan, niż dotąd… Bo teraz listy są dwie. I nadal nie jest jasne co oznacza wytyczna zawarta w piśmie przewodnim, że wolno punktować „maksymalnie pierwsze trzy miejsca (wyniki)”. Prawdziwy dom wariatów.

Czytaj też:

Autorzy podstaw programowych dla szkoły podstawowej – przygotowanych w roku 2016 a zatwierdzonych przez MEN w roku 2017

Rekrutacja 2019. Nieszczęsne dodatkowe punkty.