Kangur Matematyczny 2020 – oblany test z uczciwości


Byłam jedną z osób, które cieszyły się, że Kangur Matematyczny 2020 mimo wszystko dojdzie do skutku. To miało być w mojej rodzinie ostatnie spotkanie z kangurowym arkuszem, bo nasz beniaminek dobił właśnie do matury. Czuję niesmak, ale nie dlatego, że moje dziecko nie odbierze zasłużonej nagrody. Czuję niesmak, bo problem obchodzenia regulaminów, który ujawnił się w zdalnej edycji Kangura, jest niestety dość uniwersalny i rzutuje na atmosferę w szkołach.

Rodzice, którzy bez skrupułów realizują życiowy projekt „genialny potomek”. To oni popsuli w tym roku konkursową zabawę 200 000 uczciwych entuzjastów Kangura. To oni w ostatnim tygodniu maja zasiedli z dziećmi do rozwiązywania konkursowego arkusza. Bez skrępowania, na oczach syna, czy córki, wysyłali rozwiązania organizatorom. Podobnie postępują w codziennym szkolnym życiu. Nastawieni na sukces – odrabiają za dziecko prace domowe, produkują prezentacje i gazetki, piszą błyskotliwe wypracowania, rozwiązują e-sprawdziany. Potrafią kłócić się o stopień na koniec roku, walczą jak lwy o pasek. Zdarza się, że podważają kwalifikacje nauczyciela, czy nawet szantażują dyrektora. A szkoła coraz częściej dla świętego spokoju ulega naciskom…

Co pokazał Kangur Matematyczny 2020?

Wyniki tegorocznego Kangura Matematycznego – po raz pierwszy w historii przeprowadzonego on-line – można zestawić z tymi z lat ubiegłych. Widać, że konkurs rozgrywany w domowych pieleszach, zamiast w szkolnej klasie pod dozorem nauczycieli, przyniósł wysyp najwyższych wyników.

Na diagramie porównałam liczbę najlepszych uczestników w trzech kolejnych latach – 2018, 2019 i 2020 – w podziale na kategorie wiekowe. Brałam pod uwagę uczniów, którzy bezbłędnie rozwiązali cały arkusz, lub popełnili mały błąd, a do „maksa” zabrakło im co najwyżej pięciu punktów. W roku 2018 i 2019 uczniowie z takimi wynikami zostawali na ogół laureatami konkursu. Tworzyli dość jednorodną grupę złożoną z biegłych matematyków o specjalnych „kangurowych” predyspozycjach.

W tegorocznej XXIX edycji Kangur Matematyczny wyłonił inną grupę. Jak się domyślamy, w lwiej części składa się ona z dzieci nieuczciwych rodziców, a także z nieuczciwych uczniów starszych klas, którzy wykorzystali wydłużony przez organizatorów czas na przesłanie rozwiązań i podjęli pracę zespołową, lub konsultacje z ekspertami.

Dysproporcje w liczbie uczniów z najwyższą punktacją są jeszcze poważniejsze, niż to wynika z mojej grafiki. A to dlatego, że w roku 2020 e-arkusz Kangura wypełniło około 250 000 uczniów. We dwóch wcześniejszych latach tych uczestników było o blisko 35% więcej – w roku 2018 371 000, zaś w r. 2019 – 377 000. Nie mogłam tego uwzględnić, bo ścisła liczba uczestników tegorocznego konkursu nie została podana.

I jeszcze drugie zastrzeżenie, tym razem łagodzące wymowę diagramu. Ferując wyroki trzeba wyrozumialej spoglądać na kategorię Żaczek, gdzie wyniki najmocniej się rozjechały. W przypadku pierwszo- i drugoklasistów rodzice tak czy inaczej musieli pomagać dzieciom w wypełnianiu e-arkusza, czytali treść zadań i być może często nie zdawali sobie sprawy, że naprowadzając dziecko na dobre odpowiedzi fałszują ogólne wyniki.

Dobra reputacja na cenzurowanym

Polskim organizatorem Międzynarodowego Kangura Matematycznego jest Towarzystwo Upowszechniania Wiedzy i Nauk Matematycznych z Torunia, które działa pod patronatem Wydziału Matematyki i Informatyki Uniwersytetu Mikołaja Kopernika.

Pojawia się pytanie, czy organizator postąpił słusznie dopuszczając zdalną formę rywalizacji, szczególnie wobec tej ogromnej frekwencji. Wygląda bowiem, że pomysł rozegrania Kangura Matematycznego on-line przyniósł prestiżowemu konkursowi więcej szkód, niż pożytku.

Wyników nie można uznać za miarodajne. Jest wielu pokrzywdzonych. To uczniowie, którzy wykazali się ponadprzeciętnymi umiejętnościami, a mimo to ledwo załapali się na wyróżnienie. Zamiast nich nagrodzeni najwyższym w tym roku tytułem „bardzo dobry” (za bezbłędny wynik) są ich mało uczciwi konkurenci.

Wiosenne święto matematyki

Od czasu pierwszej edycji w roku 1992 Kangur Matematyczny zrósł się z polską szkołą. Ma się dobrze i jest potrzebny, choć wielu przeciwników „testowania” i presji na wyniki zgłasza wątpliwości. Dla dzieci z uzdolnieniami matematycznymi konkurs jest szansą na wykazanie się umiejętnościami i na sprawdzenie się w szerokim gronie rówieśników. Nauczycieli motywuje z kolei do pracy z bystrzejszymi uczniami. To praca, która w Kangurze bardzo szybko przekłada się na efekty. Tam, gdzie w szkole jest duże zainteresowanie konkursem i rok w rok jest wielu wielu nagrodzonych, jak w banku zaangażowany nauczyciel prowadzi dobre koło matematyczne.

Przyglądam się z bliska Kangurowi od 20 lat. Z sympatią, ale i z dozą krytycyzmu. Przez te lata Kangur był obecny w szkolnym życiu moich dzieci. Jeden z wiosennych czwartków, wyznaczony na dzień konkursu, był dla całej trójki dniem długo wyczekiwanym, budzącym dreszcz emocji. Równie emocjonujące było czekanie na punktację i wiadomości o nagrodach – pojawiające się w początku maja, często zresztą ujawniane przez szkolnego koordynatora dopiero po naciskach ze strony niecierpliwych uczniów.

Mogę powiedzieć, że w szkole podstawowej Kangur Matematyczny był dla moich dzieci jedyną okazją do sprawdzenia się na tle rówieśników z całej Polski. Był też świetną zabawą. Kangur odegrał swoją rolę w rozwijaniu ich matematycznych pasji. Był jedna z tych ważnych tą cegiełek, które sprawiły, że cała trójka zdecydowała się związać swoją przyszłość z naukami ścisłymi.

Fenomen popularności

Perturbacje związane z tegoroczną edycją Kangura Matematycznego obudziły ciekawość mediów. Dziennikarze opisując tegoroczne zawirowania nie zawsze znali reguły konkursu – warto więc to i owo uściślić.

Na przestrzeni ostatnich trzech dekad Kangur Matematyczny, przybysz z Australii, stał się najpopularniejszym konkursem w Polsce. Jest rozgrywany niemal w każdej szkole. Były już lata, gdy liczba uczestników przekraczała 400 000. Ostatnio startuje około 370 000 uczniów.

Skąd ten fenomen popularności? Otóż Kangur jest bardzo dobrze skrojony. Arkusz zawiera 21-30 zadań (zależnie od kategorii wiekowej) z pięcioma odpowiedziami do wyboru. Za poprawną odpowiedź są punkty (3, 4 lub 5 – zależnie od trudności zadania), za błąd – punkty ujemne. Zadania promują logiczne myślenie, są oryginalnie sformułowane, często podchwytliwe.

Charakter zadań, sposób punktowania odpowiedzi, a także ograniczony czas trwania konkursu (tylko 75 minut) – to wszystko sprawia, że organizatorzy Kangura są w stanie dość precyzyjnie wyłonić spośród ogromnej rzeszy uczestników niewielką grupę laureatów. To jest w skali Polski kilkuset uzdolnionych matematyków, obeznanych z kangurowymi zadaniami, ale i obdarzonych specjalnymi predyspozycjami, takimi jak szybkość i odporność na stres. Kilkudziesięciu z nich dostaje specjalną nagrodę w postaci udziału w letnim kangurowym obozie – o czym szerzej za chwilę.

Lista laureatów w starszych kategoriach jest do pewnego stopnia przewidywalna – pojawiają się na niej nazwiska uczniów opromienionych sukcesami w innych konkursach. Wielu z tych wyróżniających się uczestników to wielokrotni laureaci Kangura. Są też rodzinne klany kangurowych zwycięzców. Ta przewidywalność to dowód, że konkurs w szkołach jest uczciwie przeprowadzany. Oszustwa – jeśli się zdarzają – muszą należeć do rzadkości. To dobrze świadczy o warunkach stworzonych przez szkoły i o uczciwości nauczycieli. To dobrze też świadczy o formacie zadań. Kangur jest świetnym (i niejedynym) przykładem, że próba nadania pejoratywnego znaczenia słowu „test” jest bardzo krzywdząca.

Maj 2018. Gala rozdania nagród laureatom Kangura Matematycznego w okręgu warszawskim. A oto fragment krytycznej relacji z tej uroczystości: „Lata mijają, a sposób przygotowania tej imprezy cały czas pozostawia wiele do życzenia. Główny organizator w rejonie warszawskim nadal wie żenująco mało konkursie, który reprezentuje. Nie potrafi nic o nim ciekawego powiedzieć, nie pokazuje żadnych statystyk. A przecież są możliwości techniczne, na sali jest projektor. Wczoraj dowiedzieliśmy się z trudem, że w Warszawie było 103 laureatów – i nic więcej. Nie wiadomo ilu w jakiej kategorii, nie wiadomo ilu było innych nagrodzonych, nie wiadomo jak wypadły poszczególne szkoły. Nie wiadomo, ile osób startowało. Warszawa jest o lata świetlne za Krakowem, który wszystkie te informacje opublikował w internecie. Wczoraj, jak w latach poprzednich dyplomy i nagrody były wręczane w sposób absolutnie chaotyczny. Nadal nie udało się pokonać problemu technicznego w postaci braku polskich znaków na dyplomach.” Zdjęcie autorki.
Wakacje z Kangurem – nagroda dla wybrańców

Uczestnicy konkursu są nagradzani trzystopniowo: można otrzymać wyróżnienie, wynik bardzo dobry, lub miano laureata. W przypadku dwóch pierwszych tytułów progi są zależne od okręgu. Wynik bardzo dobry otrzymuje w przybliżeniu 1% startujących w danym okręgu, a wyróżnienie – 10% uczestników. W „silniejszych” okręgach poprzeczka ustawiona jest wyżej. Progi dla laureatów są ogólnopolskie. Spotykają się oni na gali w swoim okręgu, pozostali nagrodzeni dostają dyplomy w szkołach. W okręgu warszawskim laureatów jest ostatnio 100-130 (na z grubsza 50 000 uczestników), w okręgu krakowskim około 50 (na 25 000 uczestników).

Nie jest prawdą, jak czytaliśmy w gazetach, że laureat otrzymuje nagrodę w postaci wyjazdu na krajowy lub zagraniczny obóz. To jest już nieaktualna informacja. Bo polityka nagradzania wyróżniających się uczestników ewoluowała (według mnie zresztą w złym kierunku). Gdy moje starsze dzieci zaczynały przygodę z Kangurem laureaci faktycznie mieli zagwarantowany udział w wakacyjnym wyjeździe. Około 10 lat temu schemat nagradzania zmienił się.

Zrezygnowano w ogóle z wyjazdów dla laureatów z młodszych klas. Zostały obozy dla najlepszych laureatów z gimnazjum i liceum. I to też nie dla wszystkich, ale dla ok. 20-30% z nich – tych z najwyższymi wynikami. Pozostali laureaci są nagradzani bonami pieniężnymi o wartości bodajże 300 zł (np. w okręgu warszawskim do realizacji w sieci Empik). Zaś uczniowie z wynikiem bardzo dobrym dostają bon o wartości kilkudziesięciu złotych. Zaoszczędzone w ten sposób środki organizator przeznacza na drobne gadżety z logiem konkursu rozdawane wszystkim uczestnikom. Zapewne taka strategia marketingowo lepiej popłaca, bo wzmaga zainteresowanie konkursem ze strony tych, co nie liczą na sukces.

A jednak bardzo żal wyjazdów dla młodszych laureatów. Wakacyjne pobyty z matematyką w tle stanowiły dla nich okazje do zawierania znajomości z rówieśnikami o podobnych zainteresowaniach. Były też okazją do matematycznego rozwoju. Wyjazdy dla elity starszych laureatów nie mają aż takiego znaczenia, choćby z tego powodu, że to są często uczniowie utytułowani, przebierający w propozycjach matematycznych wakacji.

Nieuczciwi rodzice – portret psychologiczny

Wyjazd na kangurowy obóz, w kraju lub za granicą, był w minionych latach nagrodą dla nielicznych. Zaś w epidemicznym roku 2020 organizatorzy zastrzegli z góry, że takiej nagrody nie ma. Ba, nie ma nawet tytułu laureata… Nie można więc powiedzieć, że to właśnie wizja wysłania dziecka na atrakcyjne wakacje była pokusą dla nieuczciwych rodziców.

Nie jest też prawdą, że sukces w Kangurze toruje drogę w rekrutacji do szkoły średniej – choć może nie wszyscy rodzice o tym wiedzą. W minionych latach w części województw można było wprawdzie dostać dodatkowe punkty za Kangura, ale były one przydzielane bardzo skąpo – tylko laureatom. W stosunku do innych punktowanych konkursów – czasami z garstką uczestników – to była jawna niesprawiedliwość. W tym roku płatne konkursy zniknęły z list w ostatnich województwach, które je jeszcze premiowały – zniknął wiec i Kangur. Szkoda. Bo Kangur przeprowadzany w stacjonarnym szkolnym trybie bardzo skutecznie wyławia talenty.

O zawirowaniach wynikających ze zmian zasad punktowania dodatkowych osiągnięć uczniów w rekrutacji do szkół średnich napisałam pół roku temu. Mój artykuł Rekrutacja 2020: dodatkowe punkty – resekcja bez znieczulenia był pierwszym sygnałem, który sprowokował małą medialną burzę. W prasowych materiałach nawet w tytułach zestawiano Kangura Matematycznego z symbolicznym (bo wciąż punktowanym) konkursem na palmę wielkanocną…

Jeśli więc nie ma na horyzoncie atrakcyjnej nagrody i nie ma bonusów rekrutacyjnych, to co właściwie kierowało rodzicami, którzy miesiąc temu „zorganizowali” dzieciom znakomity wynik w konkursie matematycznym? Eksperci napomykają o własnych niespełnionych ambicjach, o owczym pędzie do chwalenia się sukcesami dziecka w mediach społecznościowych i podczas rodzinnych spotkań. Są na to dowody w postaci zdjęć czerwonych pasków na świadectwie i konkursowych dyplomów zamieszczanych na własnych profilach przez zwykłych Kowalskich, ale i przez tak zwanych celebrytów.

Czy pęd do życia sukcesami dziecka (nawet za cenę ich sztucznego wykreowania) jest polską przypadłością? Zapewne, nie. Przytoczę na koniec internetowy wpis Polki mieszkającej w USA, która ucisza emocje, wskazując, że nadmierne wspieranie dzieci jest zjawiskiem znanym też w innych krajach.

Janina Krakowowa