Ukraińska szkoła w warszawskim biurowcu


W ramach akcji „Otwieramy szkoły” po wybuchu wojny na Ukrainie w dwa miesiące wyposażyliśmy i uruchomiliśmy szkolę dla dzieci uchodźczych, realizującą ukraiński program nauczania. Szkoła, złożona z 11 klas, powstała w nietypowej przestrzeni, bo w warszawskim biurowcu. Jak to możliwe i skąd wziął się taki pomysł? I najważniejsze pytanie: co będzie dalej?

OTWIERAMY SZKOŁY – PIERWSZA EDYCJA

Tematem edukacji zainteresowałam się, kiedy mój – dzisiaj 9-letni – syn poszedł do szkoły – rejonowej, publicznej. A ponieważ zawodowo jestem związana z branżą designu i architektury, to kiedy myślę o szkole, myślę przede wszystkim o jej przestrzeni: jak wygląda, jak jest zorganizowana? Jak wpływa na samopoczucie dzieci, nauczycieli? Na interakcje między nimi a także na zdolności poznawcze? To jest temat na osobny artykuł, ale od razu chciałabym zasiać u Państwa ziarenko przekonania, że jakość przestrzeni wokół nas ma ogromny wpływ na nasze codzienne doświadczenia.

Pierwsza edycja akcji „Otwieramy szkoły” w sierpniu 2020, czyli w przededniu pierwszego pandemicznego rozpoczęcia roku szkolnego. Czekałam wtedy – jak pewnie wielu rodziców – na wytyczne z Ministerstwa: jak zabezpieczyć szkoły przed covidem? A przynajmniej zminimalizować ryzyko? Niestety, wyczekiwane wytyczne pojawiły się dosłownie na kilkanaście dni przed 1 września, a na dodatek sprowadzały się do ogólnych formułek: „szkoła musi zapewnić dostęp do wody i mydła”, „w miarę możliwości dyrektor powinien…”. I jeszcze pamiętne „ściany nie zarażają”. Co zresztą okazało się półprawdą, bo ściany może i same w sobie nie kaszlą, ale jednak szkoły okazały się sprawnym centrum dystrybucyjnym dla wirusa – czarno na białym pokazały to modele matematyczne.

Z czystej ciekawości zaczęłam zbierać pomysły z innych krajów. Jak inni sobie radzą? Uporządkowałam je i opublikowałam z przykładami na stronie. Rodzice i media szybko podchwycili temat. Ta spontaniczna kampania nauczyła mnie trzech rzeczy:

  1. To nie jest tak, że ludzie lubią narzekać. Często robimy to z braku pomysłu, co można byłoby zrobić inaczej. A kiedy ktoś podsuwa inspiracje, możliwe rozwiązania, marudzenie zamienia się (przynajmniej u niektórych) w działanie.
  2. Przemyślana strategia działania jest ogromnie ważna w kryzysowych czasach. Potrzebujemy jej nie tylko dla samych rozwiązań, ale też po to, żeby poczuć, że komuś decyzyjnemu ZALEŻY. Że troszczy się o nas, społeczeństwo. Że chciało mu się pomyśleć.
  3. Temat fizycznej przestrzeni polskich szkół praktycznie nie istnieje w debacie publicznej. Są, jakie są, zawsze takie były, nie ma co drążyć.

Zaczęłam planować kolejną edycję „Otwieramy szkoły”. Tym razem poświęconą szkolnej przestrzeni. Jak powinna być zaprojektowana, żeby stworzyć środowisko wspierające dzieci i nauczycieli? Żeby ułatwiać skuteczną naukę? Żeby pomagała kształtować kompetencje przyszłości?

Ale wybuchła wojna. Zmieniły się priorytety.

DZIECI, KTÓRE MUSIAŁY UCIEKAĆ PRZED WOJNĄ

Pomysł na ukraińską szkoły wziął się po pierwsze i najważniejsze z chęci pomocy. A także z pewnych obserwacji i przewidywań:

– Że realnie grozi nam przepełnienie i tak już zatłoczonych szkół. To oznacza brak sprzyjających warunków do adaptacji, integracji, o skutecznej nauce nie wspominając. Jednocześnie to świetne warunki dla chaosu, stresu i wzajemnej niechęci, narastających konfliktów.

– Że warto odciążać polskie szkoły, żeby nie wkurzać polskich rodziców. Żeby ci, którzy jeździli z zaangażowaniem na granicę, przyjmowali pod swój dach uchodźców, nie czuli dysonansu, że teraz spada jakość edukacji ich własnych dzieci.

Oczywiście możemy ustawowo podnosić limit dzieci w klasach, papier wszystko przyjmie. Musimy być jednak świadomi konsekwencji. A te mogą być bardzo poważnie, łącznie z konfliktami społecznymi. Musimy wziąć za to odpowiedzialność.

…równolegle…:

To co nam sprzyjało to fakt, że w wyniku pandemii w biurowcach pojawiły się wolne przestrzenie – czy nie można byłoby ich wykorzystać?

Sprawy potoczyły się bardzo szybko i dynamicznie. Firma IMMOFINANZ oddała w tymczasowy użytek całe piętro, ponad 1200 metrów kwadratowych. Otrzymaliśmy ogromne wsparcie – ze strony firm i wielkiej rzeszy ludzi, którzy pomagali wolontariacko (i wariacko). Charytatywnie przekazali sprzęt, meble, podwykonawców. Przez plac budowy szkoły przewinęło się ponad 200 wolontariuszy! Dali nam swój czas, uwagę i siłę mięśni. Niesamowita była ta energia, nigdy tego nie zapomnę.

JAKOŚĆ PRZESTRZENI

Ze względu na moją zawodową specjalizację zależało mi bardzo na jakości przestrzeni. Żeby to nie była przechowalnia, a w pełni jakościowa przestrzeń, w której dzieci będą mogły być sobą. Niezależnie czy potrzebują się wybiegać w trakcie przerwy, czy wybiorą raczej introwertyczny kącik.

Jestem przeszczęśliwa, że XY Studio zgodziło się, również charytatywnie, wziąć udział w tym projekcie. Nie ma w Polsce drugiej pracowni architektonicznej tak doświadczonej w realizacjach edukacyjnych jak XY Studio. Mają talent do architektury i serce do ludzi. Nie ma drugiej takiej kierowniczki chaosu jak arch. inż. Dorota Sibińska. Istotne jest też to, że najłatwiej projektuje się na białej, czystej kartce. W naszym przypadku było odwrotnie: architekci codziennie gimnastykowali się, jak dopasować do siebie wszystkie darowizny tak, żeby tworzyły spójną całość (a nie przypadkową zbieraninę – to błąd często spotykany w polskich przestrzeniach publicznych).

Zależało nam wspólnie, żeby dać dzieciom przestrzeń, przez którą poczują, że komuś na nich zależało. Która umożliwi im odbudowanie poczucia bezpieczeństwa. Być może nawet poczucia przynależności. Uwielbiam odwiedzać tę szkołę – mam wtedy okazję obserwować na żywo, jak dobrze działa ta przestrzeń. Mamy w sumie:

  • 11 klas,
  • świetlicę z przepięknym muralem Marcina Czai i Ani Wardęgi-Czai,
  • strefy relaksu,
  • wspólne strefy warsztatowe,
  • 2 gabinety psychologiczne (po godzinach korzystają z nich także matki dzieci)
  • sztukę od wspaniałych polskich ilustratorów i artystów (m.in. Kasi Bogdańskiej, Pawła Mildnera, Magdaleny Karpińskiej i innych) na korytarzowych ścianach;
  • pomieszczenia administracyjne,
  • w toaletach mamy skrzyneczki od Akcji Menstruacji – Fundacja przekazała szkole także zapas środków higienicznych.

To wszystko powstało w dwa miesiące. Sama nie dowierzam, jak to możliwe, ale wiem za to, że adrenalina po takim projekcie metabolizuje się bardzo, bardzo długo.

Szkoła działa w systemie ukraińskim. Jest filią Materynki, niedużej szkoły ukraińskiej w Warszawie, która jest oddziałem szkoły w Kijowie. Podlega pod ukraińskie Ministerstwo Edukacji i Nauki. Dzieci na koniec roku otrzymały „normalne” świadectwa. Szkoła prowadzona przez Nataliyę Kravets zatrudnia nauczycielki, które też uciekły przed wojną. Oraz asystentkę międzykulturową, wspaniałą, empatyczną Larysę Vychivską. Te dwie kobiety 24 lutego stały się niespodziewanie centrum edukacji ukraińskiej w Polsce. Nie ma, że zmęczone. Nie ma, że wypalone. Obiecały, że pomogą każdemu dziecku, które się do nich zgłosi i słowa dotrzymują. Z całego serca życzę im zdrowia, żeby miały siłę ogarniać tyle, ile ogarniają, pokoju, żeby ich dzieci były bezpieczne, no i wolnej Ukrainy.

CO DALEJ?

Umowa na użytkowanie powierzchni jest podpisana do końca lipca. Właściciel biurowca jest bardzo przyjaźnie nastawiony do dalszej obecności szkoły. Firma Circle K przekazała prawie 50 000 PLN na wynagrodzenia nauczycieli. Ale czy powinno być tak, że finansujemy takie inicjatywy bez końca oddolnie, prywatnie? Takie rozwiązania są potrzebne także z punktu widzenia polskiego publicznego systemu edukacji, bo sam w sobie nie udźwignie takiej skali zjawiska. Potrzebujemy systemowego wsparcia.

Zakładając kolejne ukraińskie szkoły możemy czerpać z zasobów, które już mamy. Wybrane szkoły możemy popołudniami udostępnić na naukę w systemie ukraińskim, przynajmniej dla starszych dzieci (potrzebne są jedynie środki na pokrycie kosztów mediów, symboliczny wynajem – bez straszenia dyrektorów, że wynajem szkoły za symboliczną złotówkę podpada pod zarzut niegospodarności). Takie rozwiązanie da również pracę nauczycielkom z Ukrainy, co wydaje się szczególnie ważne w kontekście niedoborów polskiej kadry.

W samej Warszawie jest teraz około 17 000 ukraińskich dzieci. Eksperci szacują, że po wakacjach może ich być aż… 100 000. Jednocześnie już 7% wszystkich dzieci do 18 roku życia w Warszawie to Ukraińcy. Musimy zaopiekować się ich potrzebami. Jeśli nie z potrzeby serca, to z troski o własny społeczny interes: czy na pewno chcemy mieć obok siebie sfrustrowanych, zdesperowanych ludzi, którzy nie mają już nic do stracenia (bo i tak wszystko – dom, kontakt z rodziną, szansę na dobrą edukację i kontakt z rówieśnikami – stracili)?

Mimo to starania „naszej” szkoły o dofinansowanie na razie pozostają bezskuteczne. Nie wiadomo niestety, czy uda się zapewnić jej funkcjonowanie na przyszły rok szkolny.

A przecież ta szkoła już jest – gotowa, działa! Nauczycielki i matki potwierdzają, że dzieci czują się tam bezpiecznie. Mają swoją przestrzeń, w której stopniowo odreagowują koszmar wojny i rozstania z ojcami. Larysa niedawno opowiadała, że każdy dzień dzieci zaczyna się i kończy telefonem do taty (nawet nie jestem w stanie sobie wyobrazić, co czują, kiedy tata nie odbiera telefonu). „Wszystkie dzieci nasze są” – pamiętacie tę piosenkę Majki Jeżowskiej?

Magda Garncarek
 – socjolożka, zawodowo zajmuje się wpływem dizajnu i architektury na codzienne ludzkie doświadczenia (w biurze, w domu, w szkole).

PS. Dziękuję Zespołowi Nie dla chaosu w szkole za zachętę do napisania tego tekstu. Od wielu miesięcy podziwiam Waszą wytrwałość w relacjonowaniu wszystkiego, co najważniejsze w polskiej oświacie.

KONTAKT:

Więcej zdjęć i nagrań ze szkoły: https://www.instagram.com/otwieramyszkoly/, https://www.facebook.com/otwieramyszkoly

Informacje dla rodziców, którzy chcą zapisać dziecko do ukraińskiej szkoły: https://otwieramyszkoly.pl/informacje-dla-rodzicow/.

Informacje dla ukraińskich nauczycielek, które szukają pracy w Polsce: https://otwieramyszkoly.pl/informacje-dla-nauczycieli/.

Newsletter o najnowszych działaniach w ramach inicjatywy „Otwieramy szkoły”: https://tinyletter.com/otwieramyszkoly.

Przerwa między lekcjami, fot. Salva Pastor
Fot. Salva Pastor
Przerwa między lekcjami, fot. Salva Pastor
Polsko-ukraiński labirynt wymyślony i zrobiony przez kolektyw projektowy IPE, fot. Salva Pastor
Młodsze klasy obok części z ławkami mają przestrzeń z pufami do swobodnej zabawy, fot. Martyna Rudnicka
Kącik relaksu w części dla młodszych dzieci, na ścianie wisi praca Magdaleny Karpińskiej, fot. Martyna Rudnicka
Część korytarzowa, na podłodze widać uzupełnienia po wyburzonych ścianach – dziury w wykładzinie uzupełnialiśmy próbkami innej pozyskanej od jednego z producentów. Kierowaliśmy się zasadą „zero waste”: użyjemy wszystkiego, co da się sensownie wykorzystać ponownie, fot. Martyna Rudnicka
klasa, na ścianach panele wyciszające pogłos w sali, fot. Martyna Rudnicka
Jedna z firm przeprowadzała się do nowego biura i przekazała nam swoje stare meble – używane, ale w dobrym stanie, fot. Martyna Rudnicka
Polsko-ukraiński labirynt wymyślony i zrobiony przez kolektyw projektowy IPE, fot. Filip Domaszczyński
Kącik wypoczynkowy w części dla starszych dzieci. Wolontariusze spontanicznie dokleili na tapetę z mapą flagę Ukrainy zrobioną z taśm remontowych, fot. Martyna Rudnicka