Marzec 1968 – tajemnicza data sprzed dokładnie pół wieku. Wydarzenia marcowe pamiętają dziś ci, którzy mieli wtedy minimum dziesięć lat. Starsi czasem nawet wspominają swój własny w nich udział - niekiedy jako studenci protestujący przeciwko ograniczaniu przez władze wolności słowa, zaostrzaniu cenzury, czasem jako zatrzymani ciekawscy, którzy chcieli obserwować, co się dzieje na ulicach miast, czasem jako aktywiści partyjni, którzy byli skierowani do rozbijania demonstracji. Inni spędzili ten okres jako uczestnicy zwoływanych przez władze partyjne masówek i wieców, na których potępiano studentów, wichrzycieli, syjonistów i wszelkich przeciwników ówczesnego porządku polityczno-prawnego. Jednak z naszych oczu mimochodem znika ważna grupa, będąca niemalże w centrum ówczesnych wydarzeń. Grupa polskich Żydów, zmuszonych do emigracji z dokumentem podróży jedynie w jedną stronę, zmuszającym do opuszczenia Polski już na zawsze. Bo wówczas Żydem zostawało się często z mianowania.

Jednak nim Marzec 1968 wpisał się na listę bolesnych polskich rocznic, już w Październiku 1956 doszło do zmiany na szczytach PZPR, czyli rządzącej wówczas w Polsce – partii, która swą władzę zdobyła z pomocą bagnetów Armii Czerwonej. W wyniku radykalnej zmiany ekipy rządzącej nowym przywódcą, w którym pokładano wielkie nadzieje, został Władysław Gomułka, towarzysz „Wiesław”, przedwojenny komunista więziony w okresie stalinowskim. Setki tysięcy demonstrujących w Październiku 1956 miało nadzieję, że nie tylko przeprowadzi destalinizację, zlikwiduje aparat bezpieczeństwa, ale też zapewni Polsce namiastkę samodzielności w ramach bloku wschodniego. Te nadzieje rozwiały się bardzo szybko. Już rok później, w październiku 1957, kiedy Gomułka zamknął tygodnik „Po prostu”, wybuchły kolejne protesty studenckie, rozpędzane na ulicach Warszawy przez ZOMO, czyli Zmotoryzowane Odwody Milicji Obywatelskiej.

 

Dekadę później funkcjonariusze milicji rozpędzali ludzi, którzy starali się uhonorować tysięczną rocznicę chrztu Polski przypadającą na rok 1966 i odbywali pielgrzymki w ślad za peregrynującym po Polsce obrazem Matki Boskiej Jasnogórskiej.(1) Władze wówczas prowadziły swoją kampanię propagandową na rzecz tysiąclecia Państwa Polskiego, ale zgadzały się jedynie na koncesjonowane oficjalne imprezy i prezentowały swoją wizję polskiej historii.

 

W 1966 roku próbowano również przypomnieć dziesięciolecie Października, co skończyło się wyrzuceniem z uczelni kilku studentów. Niektórzy z nich, jak Adam Michnik i Henryk Szlajfer, trafili do więzienia. W tym czasie odsiadywali już swoje wyroki Jacek Kuroń i Karol Modzelewski - autorzy skierowanego do władz otwartego listu zwracającego uwagę na zło, które się w PZPR szerzy.

 

I jeszcze jeden ważny fakt, który stał się zaczynem wydarzeń marcowych. Jesienią 1967 roku, pod pretekstem obchodów 50. rocznicy Rewolucji Październikowej, która doprowadziła do przejęcia władzy w Rosji przez bolszewików, warszawski Teatr Narodowy przygotował wystawienie dramatu Adama Mickiewicza - „Dziadów”. Spektakl wyreżyserował Kazimierz Dejmek, a wspaniałe kreacje stworzyli Gustaw Holoubek (Gustaw-Konrad) i Józef Duriasz (ksiądz Piotr). Kilkanaście przestawień gromadziło komplety widzów. Władze uznały jednak, że spektakl jest w swojej wymowie antyradziecki i w końcu stycznia 1968 poleciły zdjąć go z afisza. To wzmogło tylko zainteresowanie. Po ostatnim spektaklu, 30 stycznia 1968, pod warszawskim pomnikiem Adama Mickiewicza odbył się wiec protestacyjny. Udział w samym wiecu i w nagłośnieniu wydarzeń był przyczyną definitywnego usunięcia ze studiów w dniu 4 marca 1968 Adama Michnika i Henryka Szlajfera, a także ich ponownego aresztowania.

 

W odpowiedzi na poczynania władz na 8 marca 1968 zaplanowano wiec na Uniwersytecie Warszawskim. Miejscem zgromadzenia, na które nie było formalnej zgody, był główny dziedziniec przed ówczesnym gmachem Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego. W samo południe odezwy do demonstrujących odczytali Irena Lasota i Mirosław Sawicki. Zapewne wszystko by się szybko i spokojnie zakończyło, gdyby nie to, że dziesięć po dwunastej na dziedziniec wjechało kilkanaście autobusów wypełnionych aktywistami PZPR z różnych warszawskich urzędów centralnych, którzy próbowali rozpędzić studentów, a część z nich zapędzić do autokarów przy okazji zabierając im legitymacje studenckie. Przepychanki trwały ponad godzinę, później aktyw odjechał, studenci zaczęli się rozchodzić, ale na teren uniwersytecki od Oboźnej, czyli bocznym wejściem, wpadło ZOMO. Specjalne jednostki milicji rozpoczęły pałowanie. Chwilę później zamieszki przeniosły się na Krakowskie Przedmieście i na inne warszawskie ulice. Walkom z milicją nie było końca. Na uczelniach rozpoczęły się strajki w proteście przeciwko zatrzymaniu studentów, przeciwko ograniczaniu wolności słowa, cenzurowaniu „Dziadów”, przeciwko kłamliwej propagandzie w prasie oraz radiu i telewizji. Przypomnieć trzeba, że ówczesne władze w Polsce miały całkowity monopol jeśli chodzi o wszystkie kanały informacyjne. Na niecenzurowany przekaz mogli liczyć jedynie słuchacze starannie zagłuszanych audycji emitowanych przez Radio Wolna Europa, z rozgłośnią w Monachium, czy BBC z Londynu. Uczelnie w ośrodkach akademickich w Polsce strajkowały do końca marca.

 

Ważną częścią tak zwanych Wydarzeń Marcowych była kampania antysemicka i exodus z Polski około 15 tysięcy polskich Żydów. Te wydarzenia wiązały się jednak nie tylko z sytuacją wewnętrzną, ale były też pokłosiem wydarzeń międzynarodowych. W czerwcu 1967 roku Izrael przeprowadził błyskawiczną wojnę siedmiodniową, w której pokonał wojska egipskie, zajął Półwysep Synaj i inne regiony powiększając swoje maleńkie terytorium. W Polsce w bardzo wielu środowiskach cieszono, się że „nasi Żydkowie” pokonali „ruskich Arabów”. „Nasi Żydkowie” – bo armia izraelska była głównie dowodzona przez oficerów, którzy wyszli z polskiej armii, szczególnie z Armii Andersa, a kraje arabskie były popierane przez Związek Radziecki. Doktryna sowiecka wymusiła na polskich władzach zdecydowane potępienie imperializmu izraelskiego, syjonistów i wszystkich, którzy się z tego rozwoju wydarzeń cieszyli.

 

19 marca 1968 roku Władysław Gomułka wygłosił w Sali Kongresowej przemówienie, w którym w wybitnie bezkompromisowy i ostry sposób wypowiedział, co myśli o polskich Żydach, choć jego własna żona była pochodzenia żydowskiego. Jednoznacznie podkreślił, że ludzie pochodzenia żydowskiego, którym nie podoba się Polska Ludowa, powinni wyjechać. Aktyw partyjny szalał z radości, klaskał, wiwatował. W tym samym przemówieniu dostało się też pisarzom oraz posłom klubu parlamentarnego Znak, którzy poparli studenckie protesty.

 

W efekcie rozpoczęła się trwająca blisko dwa lata ostra kampania antysemicka, sterowana przez PZPR, szczególnie przez odłam wierny Mieczysławowi Moczarowi. Frakcja tego partyzanta z lubelskiego i kieleckiego, miała za złe, że wiele kluczowych stanowisk w wojsku, bezpiece i kulturze, jest zajmowanych przez Polaków żydowskiego pochodzenia, którzy częstokroć uratowali się przed śmiercią w czasie II wojny światowej ucieczką do ZSRR, czy zsyłką na Daleki Wschód i którzy ściągnęli do Polski z Armią Berlinga, czyli z Kościuszkowcami.

 

Kampania polegała nie tylko na oficjalnych wystąpieniach władz PZPR, czy na potępianiu „syjonistów” na masówkach zwoływanych w zakładach pracy. Wielu kolegów z pracy, widząc szansę na szybsze zajęcie dobrych stanowisk, po prostu uprzykrzało życie polskim Żydom. Wielu z nich nie wytrzymało nacisku i wybrało emigrację. Wielu młodych ludzi dowiadywało się w czasie tej nagonki antysemickiej, że są pochodzenia żydowskiego. Dla wielu był to szok i trauma, która została na wiele lat. Wyjechali nie tylko Żydzi z Warszawy. Opustoszały okolice Dzierżoniowa, Wałbrzycha. Po innych pozostały – szybko zajęte przez polskich sąsiadów – mieszkania w Szczecinie, Łodzi, Krakowie i wielu innych miejscowościach.

 

Marzec 1968 nie tylko rozpoczął kampanię antysemicką i exodus z Polski, ale także zapoczątkował okres inwigilacji środowisk studenckich i inteligenckich przez służbę bezpieczeństwa. Wówczas to wprowadzono punkty za pochodzenie, które miały sprawić, iż więcej młodzieży pochodzącej ze wsi i ze środowisk robotniczych trafi na studia. Procesy tak zwanych taterników, czy studentów relegowanych z uczelni, zakończyły się wyrokami więzienia. Wielu młodych ludzi wyrzuconych z uczelni natychmiast trafiało do wojska. Wśród zatrzymanych podczas wypadków marcowych nie brakowało przypadkowych gapiów, często robotników warszawskich fabryk, którzy przyjechali zobaczyć, co dzieje się na Krakowskim Przedmieściu przed bramą uniwersytecką. Dostawali oni wyroki, a wcześniej byli przykładnie pałowani. Z tego czasu pamiętne hasła „studenci do nauki”, „literaci do pióra”, „syjoniści do Syjamu”, czy „pasta do zębów”. Te ostatnie były inwencją twórczą młodzieży akademickiej.

 

Ten czas od Marca 1968 do Grudnia 1970 (2) „Salon Niezależnych” (3) czyli Jacek Kleyff, Michał Tarkowski i Janusz Weiss określili w songu „Pokolenie dzieci Kolumbów” czasem od tej wiosny przeklętej do zimy….

 

(1) W 1957 r. powstał pomysł przeprowadzenia pielgrzymki obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej po wszystkich polskich parafiach. 4 września 1966 roku obraz został siłą odebrany przez władze komunistyczne w drodze z Warszawy do Katowic, na co interweniował bp Karol Wojtyła.

(2) W grudniu 1970 roku, po ogłoszeniu podwyżki cen, robotnicy na Wybrzeżu wyszli na ulice. Protesty zostały brutalnie stłumione przez milicję i wojsko. Rany od kul odniosło ponad 1100 osób. Co najmniej 44 robotników zginęło.

(3) Polska grupa kabaretowa, powstała pod koniec lat latach 60., którą tworzyło trzech przyjaciół: Jacek Kleyff, Michał Tarkowski – studenci architektury i Janusz Weiss – student polonistyki