====alt====
Maria  Skłodowska-Curie jako młoda mężatka

O MARII SKŁODOWSKIEJ-CURIE NA JEJ 151 URODZINY

Ubiegły rok ze względu na okrągłą rocznicę urodzin Marii Skłodowskiej-Curie, a także rok bieżący, ze stuleciem odzyskania niepodległości, stały się dobrą okazją do przypomnienia sylwetki naszej najwybitniejszej rodaczki. I nie ma w tym nic złego – podwójna noblistka zasługuje na wdzięczną pamięć i śmiało może stanowić wzór do naśladowania. Problem w tym, by pokazać w jej życiorysie to, co rzeczywiście stanowi miarę jej wielkości, a więc geniusz, niezwykłą pracowitość, upór w dążeniu do obranych celów, ale także i słabości charakteru, nadające ludzki rys jej sylwetce.

Śledząc to co się aktualnie publikuje można mieć obawy, że w naszym kulcie dla Marii Skłodowskiej-Curie jest mało dbałości o szczegóły i w ogóle mało historycznej prawdy. Jej portret jest często jednowymiarowy, zaś wiedza o jej życiu – bardzo powierzchowna. Maria patrzy na nas z okładek kolorowych magazynów jako triumfatorka konkursu na Polkę stulecia, a jej zdjęcia na facebooku przerabiane są na memy, ale brakuje głębszej refleksji nad jej życiem i wiedzy o czasach, w których przyszło jej pracować.

W ostatnich dniach z okazji listopadowej rocznicy przypomniano w kilku czy może nawet może kilkunastu artykułach prasowych, a także w wielu postach, wywiad opublikowany w czasopiśmie „Focus” w lipcu tego roku zatytułowany „Jej biografia jest lekturą w Japonii, ale nie u nas... Dziś 84. rocznica śmierci Marii Skłodowskiej-Curie”. Jest to zapis rozmowy z Małgorzatą Sobieszczak-Marciniak, byłą dyrektorką Muzeum Marii Skłodowskiej-Curie w Warszawie.

Wywiad z Małgorzatą Sobieszczak-Marciniak, Focus 4.07.2018

Z głównym przesłaniem tego wywiadu trzeba się zgodzić – wciąż zbyt powierzchownie interesujemy się losami naszej wielkiej rodaczki, dużo większe zainteresowanie jej życiem i dokonaniami wykazują Japończycy, którzy biografię polskiej uczonej wpisali na listę lektur.

W linkowanym artykule nie jest jednak powiedziane, o jaką biografię chodzi. Ta informacja nie została też uściślona przez media powołujące się na artykuł z podkreśleniem tego tytułowego „w Japonii, ale nie u nas”. Czytelnicy nie mogą więc wiedzieć o jaka książkę chodzi. A to jest dość istotne. Nadróbmy więc teraz te zaległości.

Lekturą w Japonii jest książka napisana bardzo krótko po śmierci Marii przez jej młodszą córkę, Ewę Curie, zatytułowana w oryginale „Madame Curie” (Ève Curie, Madame Curie. Gallimard, Paris 1938). Jest to jedna z najpoczytniejszych biografii jakie w ogóle powstały. Przetłumaczona na dziesiątki języków, ukazywała się i nadal się ukazuje w ogromnych nakładach na całym świecie. Dość powiedzieć, że francuską edycję w oryginale (z roku 1938) poprzedziły w druku tłumaczenia niemieckie i angielskie (Eve Curie, Mme Curie. Leben und Wirken. Hermann Fischer Verlag, Wien 1937, Madame Curie. A biography by Eve Curie. Translated by Vincent Sheean, Doubleday&Company, New York 1937). W USA jeszcze w roku 1937 książce przyznano nagrodę National Book Award w kategorii literatury faktu. Na język polski biografia została przetłumaczona – zresztą od strony literackiej znakomicie – przez siostrzenicę Marii, Hannę Szalay Szyllerową. Polscy czytelnicy mogli zapoznać się z wyjątkami z tekstu na łamach „Kuriera Warszawskiego”, gdzie druk rozpoczęto w numerze 6 w styczniu 1938 roku, przed ukazaniem się francuskiego wydania. Wkrótce z pras drukarskich zeszło polskie wydanie książkowe „Marii Curie” opublikowane przez oficynę Jakuba Przeworskiego. W roku 1938 zdążyły ukazać się dwa wydania, a w następnym roku były kolejne dwa. Po II wojnie książka w polskiej wersji była wznawiana dziesiątki razy w bardzo dużych nakładach.

Ta bardzo znana książka nie była jednak nigdy w Polsce tematem analiz, na jakie zasługuje, ani nawet krytycznego opatrzonego przypisami wydania z pełnym tekstem zawartym w oryginalnej wersji. Nim więc książkę Ewy Curie wpiszemy do kanonu polskich lektur – co warto uczynić – trzeba się jej uważnie przyjrzeć. Bo dzieło życia Ewy Curie, choć ma niewątpliwe walory literackie, popularyzatorskie i dydaktyczne, ma też pewne słabości, o których trzeba wiedzieć. Mankamenty te mają zapewne nikłe znaczenie dla czytelnika w Japonii, ale starszy czytelnik w Polsce powinien mieć ich świadomość ich istnienia. Te mankamenty w kilku przypadkach zaważyły zresztą na całej późniejszej biografistyce Marii Skłodowskiej-Curie.

====alt====
Zdjęcie Władysława Skłodowskiego, ojca Marii, z dwiema wnuczkami – Maniusią Skłodowską (ur. 1892) i Hanią Szalay (ur. 1897). Hania Szalay (później Szyllerowa) przez całe dzieciństwo jeździła do Francji na wakacje, a w roku 1937 przetłumaczyła książkę Ewy Curie. Rok później, niedługo po publikacji biografii, rozstała się niestety z życiem. Córka Hanny, Elżbieta Staniszkis, była też wybitną tłumaczką, przyswoiła naszej literaturze sławną serię przygód Mikołajka.

Ewa Curie przystąpiła do pracy nad swoją książką krótko po śmierci matkii. Jesień 1935 spędziła w Polsce. Zbierała materiały, a swoją wiedzę konfrontowała z tym, co pamiętali i co chcieli jej opowiedzieć wuj i ciotki. W gromadzeniu materiałów pomagali członkowie dalszej rodziny, a wśród nich mieszkająca wówczas w Warszawie dawna powierniczka Marii z lat młodzieńczych, Henia, czyli Henryka Michałowska-Pawlewska, wdowa po wybitnym chemiku, Bronisławie Pawlewskim, lwowska feministka i działaczka na rzecz edukacji kobiet. O latach gimnazjalnych Marii opowiedziała Ewie szczegółowo przyjaciółka matki – Kazia czyli Kazimiera Przyborowska, po mężu Grodzicka.

Pośpiech Ewy wynikał z obawy, że ktoś ją ubiegnie i przedstawi Marię w „gorszym” świetle. Ten pośpiech okazał się zbawienny. Bo w drugiej połowie lat trzydziestych odeszli jeden po drugim najważniejsi świadkowie: Józef Skłodowski i Bronisława Dłuska (brat i siostra) oraz Henryka Michałowska-Pawlewska (siostra cioteczna). W sierpniu 1944 roku podczas Powstania Warszawskiego spłonęły dokumenty, listy i pamiątki pieczołowicie gromadzone przez Bronisławę Dłuską i Helenę Szalayową, zdeponowane w warszawskim Instytucie Radowym z myślą o przyszłym muzeum pamięci ich sławnej siostry. Spłonął też dom Bronisławy w Helenowie koło Anina z pozostałymi pamiątkami. Z wojennej pożogi ocalały więc tylko te fragmenty rodzinnych listów, które Ewa przepisała i potem zacytowała w książce. Nie licząc oczywiście korespondencji zdeponowanej we Francji.

Ewa miała w ręku znakomity materiał, ale niestety potraktowała go dość wybiórczo jako literackie tworzywo. Powstała książka zwarta i znakomicie napisana, ale jednak tendencyjna – także w doborze dokumentów i zdarzeń. I nie chodzi tu wcale o pominięte wątki osobiste, bo tu akurat kolejni biografowie mieli jasność że stąpają po ziemi nieznanej. W wielu miejscach Ewa po prostu odeszła od faktów, tworząc literacką wersję wydarzeń na potrzeby swojego przekazu. I może nie byłoby w tym hagiograficznym podejściu nic złego, gdyby fabularyzowane opisy Ewy nie stały się później materiałem źródłowym dla innych autorów.

Nieścisłości, które weszły potem do faktograficznego obiegu dotyczą na przykład kontaktów Marii z Paderewskim i Sienkiewiczem. Opis pierwszego spotkania z Paderewskim jest całkowicie fikcyjny – a jednak często uważany za wiernie opisany fakt. Paderewski z biografii Ewy jest polskim artystą, a przecież jego kontakty z Dłuskimi z samą Marią miały przede wszystkim tło polityczne i były podporządkowane idei wspólnych zabiegów podejmowanych przez wielkich Polaków w walce o wolną ojczyznę. Ewa napisała też o tym, że Sienkiewicz 6 maja 1912 roku w Paryżu nakłaniał Marię do powrotu do Polski. To wiadomość, która trafiła do wielu opracowań, a dziś stanowi popularne pytanie w szkolnych quizach na temat życia ich obojga, pary polskich noblistów. A sytuacja wyglądała zgoła inaczej, Sienkiewicz został nakłoniony, zapewne zresztą przez Bronisławę i Kazimierza Dłuskich, którzy leczyli jego córkę, do napisania listu i to był cały jego wkład w sprawę nieudanego zresztą sprowadzenia Marii do rodzinnego miasta. Autor "Potopu" sam tak o tym pisał: Z nowin: p. Curie-Skłodowska przenosi się podobno na stałe do Warszawy. Sama ma jakoby ochotę, ale chce być zaproszoną. Toteż Tow. Naukowe Warszawskie, które ma zamiar urządzić jej wspaniałe laboratorium, wydębiło i ode mnie list zapraszający, z którym delegaci wyjechali wczoraj do Paryża.

Takich drobiazgów jest więcej. Przerysowany jest obraz studenckiej biedy Marii. Słynny obraz jej podróży w nieznane do Paryża wagonem ostatniej klasy kłóci się z faktami. W jej biografii brakuje innych kobiet, Polek, które jednak stosunkowo licznie studiowały w tym samym czasie w Paryżu. To nie były tylko dwie siostry Skłodowskie, ale dziesiątki młodych dzielnych dziewczyn. Nikt dziś nie pamięta o tym, ale licencjaty z fizyki i chemii Polki otrzymywały na Sorbonie dziewięć lat wcześniej niż Maria, choć oczywiście ich kariery nie toczyły się później tak wspaniale. Skłodowską poprzedziła między innymi Marcela Wścieklica, żona dwóch wielkich konkurujących ze sobą polskich wynalazców: Bruno Abakanowicza i Karola Pollaka, po rozwodzie starannie wymazana z biografii tego pierwszego. W roku 1884 donosiła „Nowa Reforma”: Uczone kobiety. Żona głośnego elektro-technika pani Abakanowicz z domu Wścieklicówna, otrzymała w Paryżu stopień licencyata za studya nad fizyką, a siostra dra Dobrskiej panna Zofia Tomaszewicz, stopień licencyata nauk chemicznych.

W książce Ewy Curie w niepełny sposób przedstawione są też sprawy rodzinne, choć wsparcie które Maria otrzymywała przez całe życie od najbliższych jej osób miało szczególne znaczenie dla przebiegu jej kariery i warte jest mocniejszego zaakcentowania. Wiele wskazuje, że to apodyktyczna Bronisława Dłuska – starsza siostra Marii – nadawała ostateczny szlif książce w okresie jej pisania. Będąc osobą bez dwóch zdań najważniejszą w życiu Marii, umniejszyła swoją rolę i usunęła się w cień. Wyrugowała też z kart książki własną rodzinę. Męża, który nie tylko leczył szwagierkę, ale i wspierał różnymi zakulisowymi działaniami. A także jedyną córkę, Helenę Dłuską. Z biografii nie dowiemy się więc o trzydniowej wycieczce Marii Curie w Tatry w końcu lata 1911. Tej wycieczce przewodziła Helena Dłuska, a uczestniczkami były Ewa i Irena Curie. Nie dowiemy się też od Ewy o taternickim wypadku Heleny Dłuskiej w roku 1909 i o tragicznej samobójczej śmierci kuzynki w Chicago w roku 1921, kilka miesięcy po spotkaniu z Marią na amerykańskim gruncie. A oba tragiczne wydarzenia w rodzinie Bronisławy Dłuskiej Maria Skłodowska-Curie przeżyła bardzo głęboko. Część krótkich wzmianek na tematy rodzinne, które znalazły się w wersji francuskiej biografii nie weszło do polskiego tłumaczenia. Nigdy, mimo tylu edycji książki, nie przywrócono ich w tekście.

Oczywiście te i inne niedostatki biografii Marii Skłodowskiej-Curie nie przekreślają w żaden sposób wartości książki napisanej przez jej córkę. W obecnej formie jest to dobra kandydatka na lekturę dla młodszych polskich czytelników. Ale dla historycznej ścisłości trzeba się także  pokusić się o jej pełne wydanie, z przywróceniem wykreślonych fragmentów. Konieczne jest też wzbogacenie narracji Ewy o przypisy poszerzające historyczny kontekst wydarzeń, zwłaszcza w odniesieniu do spraw polskich.

Monika Nyczanka