Formy protestu przewidziane w ramach rozpoczynającej się 10 marca ogólnopolskiej akcji protestacyjnej rodziców nie stoją w sprzeczności z żadnym przepisem prawa..

Organizacje rodziców z całego kraju zjednoczyły się w akcji protestacyjnej przeciwko reformie edukacji firmowanej przez minister Zalewską. Wśród przewidywanych form protestu, obok pikiet ulicznych i kampanii informacyjnej w mediach społecznościowych, rodzice planują manifestować swoją niezgodę na reformę raz w miesiącu nie posyłając dzieci na zajęcia szkolne.

Tego rodzaju protest przeprowadzony w styczniu w skali lokalnej w Zielonej Górze, spotkał się z gniewnymi reakcjami urzędników MEN i kuratorium. Grożono rodzicom „odpowiedzialnością prawną”, podkreślano bezwzględny obowiązek wysyłania dzieci na lekcje oraz równie bezwzględny zakaz prowadzenia na terenie szkół jakichkolwiek kampanii politycznych. Wobec zbliżających się protestów o znacznie powszechniejszym charakterze, warto uświadomić sobie, że urzędnicy nie mają żadnych prawnych podstaw, aby straszyć rodziców lub podważać legalność ich akcji.

Zgodnie z obowiązującymi przepisami rodzice mają zapewnić realizację obowiązku szkolnego, a zatem dopilnować regularnego uczęszczania na lekcje przez swoje dzieci. O naruszeniu tego obowiązku można jednak mówić dopiero, gdy nieusprawiedliwiona nieobecność ucznia w szkole przekroczy połowę dni w miesiącu (art. 18 ustawy o systemie oświaty, powtórzony w art. 42 Prawa oświatowego wprowadzanego w ramach reformy). Jednodniowa nieobecność dziecka w szkole, spowodowana udziałem rodzica w akcji protestacyjnej, w żadnym razie nie może być zatem kwalifikowana jako naruszenie prawa. Za udział w akcji protestacyjnej przeciwko reformie edukacji nie może więc rodzica spotkać żadna sankcja, ani administracyjna ani tym bardziej karna.

Podobnie rzecz się ma w kwestii kampanii informacyjnych, debat i spotkań organizowanych na terenie szkoły. Nie ma żadnej regulacji prawnej zabraniającej tego rodzaju aktywności społecznej. Przepisy, przywoływane niekiedy przez urzędników zwalczających aktywność protestujących rodziców, zakazujące agitacji w szkole odnoszą się do zupełnie innej sytuacji. Wspomniane przepisy zawarte są bowiem w art. 108 ustawy Kodeks wyborczy, ale odnoszą się do kampanii wyborczych i zabraniają (1) agitacji wyborczej (2) prowadzonej na terenie szkół i (3) skierowanej do uczniów.

Akcja protestacyjna rodziców nie ma nic wspólnego z wyborami, nie jest prowadzona przez jakikolwiek komitet wyborczy ani partię polityczną, a kampania informacyjna z związana z protestem nie jest kierowana do uczniów, lecz do dorosłej części społeczeństwa. W konsekwencji, tak jak minister Zalewska może rozsyłać rodzicom materiały propagandowe i żądać od dyrektorów oraz nauczycieli odczytywania listów pochwalnych na temat reformy edukacji, tak rodzice angażujący się w protest przeciwko tej reformie, mają pełne prawo rozpowszechniać w szkołach materiały demaskujące wady wdrażanych zmian.

Na koniec należy podkreślić, że gospodarzem terenu szkoły jest jej dyrektor, a co za tym idzie wieszanie plakatów, rozdawanie ulotek, czy organizowanie spotkań w szkole wymaga każdorazowo jego zgody. Nie ma jednak żadnych przepisów, które pozwalałyby kuratorom oświaty wydać dyrektorom szkół polecenia i na przykład zabronić wpuszczania na teren szkół protestujących rodziców.

Olgierd Porębski 
prawnik i protestujący rodzic