Przebić się przez mur uporu władzy nie jest łatwo. Wiedzą o tym przeciwnicy reformy edukacji, którzy od wielu miesięcy walczą o to, aby ich głos został wysłuchany i wzięty pod uwagę. Od ogłoszenia zmian w systemie oświaty natrafiają na zamknięte drzwi. Apelowali do posłów, minister edukacji Anny Zalewskiej, jak i też samego prezydenta. Niestety cały czas są ignorowani.

Reforma edukacji zakładająca likwidację gimnazjów oraz powrót do ośmioletniej szkoły podstawowej, to temat pozornie sporny. Pozornie, bo strona przeciwna reformie jest niezauważalna dla rządzących.  Kiedy Minister Anna Zalewska w pierwszych dniach wakacji przedstawiła program zmian, nie było już wątpliwości – trzeba działać. Dlaczego? Reforma to również m.in. obniżenie z 9 do 8 lat kształcenia podstawowego, przygotowane „na kolanie” podstawy programowe, brak przejściowych programów nauczania, niedostosowane budynki szkolne, nauka na zmiany lub przenoszenie do innego budynku, a także podwójny rocznik przy rekrutacji do szkoły średniej.

W efekcie przekształceń, których konsekwencją jest likwidacja gimnazjów, wbrew zapewnieniom minister pracę stracą tysiące osób. Szkoły już w tym momencie poszukują nauczycieli nawet na 1/18 etatu. Ci, obawiając się o swoje miejsca pracy, są dodatkowo zastraszani przez kuratorów. Czy w takich warunkach można jeszcze nauczać?

Wściekli rodzice

Rodzice z Zielonej Góry zapoczątkowali serię szkolnych strajków. Choć forma protestu jest ciężka, zapowiedzieli, że każdego 10 dnia miesiąca nie będą posyłać swoich dzieci do szkół. Pierwsza fala protestu już okazała się sukcesem — na terenie całego kraju 10 marca w niektórych placówkach frekwencja była na poziomie kilku procent lub poniżej 50%. W małej miejscowości Nielubi nie pojawił się ani jeden uczeń. Determinacja rodziców jest ogromna, a w kwietniu może okazać się jeszcze większa, za sprawą powodzenia ostatniego strajku. Oczywiście nie obyło się bez obaw – przed strajkiem straszono sankcjami opiekunów, którzy nie poślą dzieci do szkoły.

Zgodnie z obowiązującymi przepisami rodzice mają zapewnić realizację obowiązku szkolnego, a zatem dopilnować regularnego uczęszczania na lekcje przez swoje dzieci. O naruszeniu tego obowiązku można jednak mówić dopiero, gdy nieusprawiedliwiona nieobecność ucznia w szkole przekroczy połowę dni w miesiącu. Jednodniowa nieobecność dziecka w szkole, spowodowana udziałem rodzica w akcji protestacyjnej, w żadnym razie nie może być zatem kwalifikowana jako naruszenie prawa. Za udział w akcji protestacyjnej przeciwko reformie edukacji nie może więc rodzica spotkać żadna sankcja, ani administracyjna, ani tym bardziej karna. – dementował prawnik i protestujący ojciec Olgierd Porębski z Koalicji NIE dla chaosu w szkole.

Jak podkreślają rodzice, będą strajkować do skutku, czyli do odwołania krzywdzącej ich dzieci reformy. Przestrzegają również, że nie ma nic gorszego niż wściekły rodzic. Aby ten dzień nie pozostał stracony, organizowali lekcje wychowania obywatelskiego. Dzieci mogły uczestniczyć m.in. w zajęciach organizowanych przez redakcję Gazety Wyborczej.

Rodzice razem z nauczycielami

31 marca protestowali nauczyciele. Choć ich postulaty nie dotyczyły ściśle reformy, to były wyrazem sprzeciwu wobec jej skutków. Zapewnienie miejsc pracy do 2022 r., żądanie niedokonywania niekorzystnych zmian warunków pracy oraz 10% podwyżki — to postulaty z którymi mogli wejść legalnie w spór zbiorowy. W 40% szkół w tym dniu nie były prowadzone zajęcia dydaktyczne. Nauczyciele również, tak jak rodzice, musieli zmierzyć się z próbami zastraszania. Kuratorzy oświaty do szkół wysyłali zawiadomienia, w których namawiali do niewchodzenia w spór zbiorowy oraz nieprzystępowania do strajku. W przeddzień protestu niektóre szkoły odwiedzała policja. Poseł PiS w swoich skandalicznych słowach odniósł się do organizatorów protestu, czyli ZNP oraz wszystkich strajkujących nauczycieli.

Jeśliby to ode mnie zależało, wyrzuciłbym tę czerwoną lumpeninteligencję na pysk! – powiedział Stanisław PiętaChciałbym wszystkim nauczycielom należącym do ZNP opowiedzieć o rzeczywistej działalności tej postkomunistycznej, prorosyjskiej i progenderowej organizacji. Likwidacja ZNP leży w interesie polskich nauczycieli i uczniów. […] Żaden z nauczycieli, którzy głosowali na mnie, nie straci pracy. Wszyscy, którzy wezmą udział w strajku, jeżeli tylko dowiem się o tym, mogą żegnać się z pracą w publicznej szkole. – komentował na jednym z portali społecznościowych.

W tym dniu rodzice okazali swoją solidarność, nie posyłając dzieci do szkół. Uczniowie, którzy nie mieli zagwarantowanej opieki, zjawili się w szkole ubrani na galowo. To był również znak wsparcia dla protestujących. Pozostali, którzy popierali strajk nauczycieli, chętnie zaangażowali się w akcję Koalicji NIE dla chaosu w szkole. Gestem wsparcia było ubranie się w tym dniu na granatowo oraz ustawienie na zdjęcie profilowe w mediach społecznościowych zdjęcia z #jestemznauczycielami.

NIE dla chaosu w szkole oponuje!

25 marca przed gmachem MEN Koalicja NIE dla chaosu w szkole zorganizowała protest 100 opon. Sprzeciwiający się reformie przynieśli opony jako symbol sprzeciwu, oporu i determinacji. Głos oddano rodzicom i nauczycielom. Wśród przemawiających był również Wojciech Eichelberger – polski psycholog, psychoterapeuta i pisarz.

Politycy nie wychowają nam dzieci. Spór o szkołę, to nie spór o technikalia, o harmonogramy, o to, czy jest gimnazjum, czy go nie ma. Spór jest zawsze sporem o wartości, jest to spór o model człowieka i ten spór trwa nieustannie. Politycy, mimo że czasami deklarują w dobrej wierze, iż bardzo im zależy na wychowaniu dzieci i młodzieży, tak naprawdę dążą do tego, by wyprodukować jak największą liczbę ludzi, którzy podzielają ich polityczne, ideologiczne i światopoglądowe obsesje. Pracują nad tym, by wychować sobie elektorat. Politycy nie wychowają nam dzieci na ludzi odważnych, którzy będą bronić swoich przekonań, swoich praw, nie wychowają nam dzieci wrażliwych, o otwartych umysłach i sercach. To my musimy dzieci wychować – mówił Eichelberger.

Szkolne referendum

Dobiegło końca również zbieranie podpisów pod wnioskiem o szkolne referendum. W trakcie działań ZNP poinformowało, że wymagane do przeprowadzenia referendum 500 tys. podpisów już jest. Obecnie są one jeszcze zliczane, a dokładnie ile ich jest dowiemy się niebawem. Bez wątpienia jest ich znacznie więcej niż obligatoryjnie wymagana liczba.

Ostatni dzwonek?

Wobec protestujących pojawia się jednak zarzut – Dlaczego tak późno?! Czy walka teraz ma sens? Do tej pory przeciwnicy reformy starli się być bardzo merytoryczni – uczestniczyli w posiedzeniach sejmowej Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży, apelowali do polityków, prezydenta, przedstawiali swoje krytyczne uwagi, organizowali manifestacje. Jednak za każdym razem napotykali na brak reakcji lub słyszeli stare zapewnienia, które nie niosły żadnych konkretów. Przed nimi referendum, kolejne strajki i manifestacje. Podkreślają, że póki co nic jeszcze się nie stało. Do 1 września reforma pozostaje tylko na papierze.

Proponowaną siatkę szkół w gminach można przywrócić na jednym posiedzeniu rady. Co więcej, nie ma jeszcze gotowych podręczników, więc i tutaj zamieszania nie będzie. Jeżeli rząd chce słuchać obywateli, to przy odrobinie dobrej woli może odwołać reformę w ciągu jednego posiedzenia sejmu! – Komentuje nauczyciel historii Artur Sierawski z Koalicji NIE dla chaosu w szkoleWarto walczyć, bo chodzi o dzieci. One się same nie obronią przed złym systemem. To nasz obowiązek, nas rodziców, nas nauczycieli, nas obywateli!

Źródło: http://www.gazetafenestra.pl/2017/04/przez-zamkniete-drzwi/#more-2518

Autor: Aleksandra Wróblewska