„Zdalna lekcja” o Kazimierzu Tetmajerze – bubel w pozłotku


Od kilku dni media żyją sprawą nauczania na odległość. Nowe rozporządzenie nakazało szkołom, by 25 marca rozpoczęły zdalną realizację podstawy programowej. To rewolucja, na którą nie są gotowi ani nauczyciele, ani uczniowie. Ani system informatyczny, o czym boleśnie przekonaliśmy się wczoraj.

Nowe rozporządzenie to jest rodzaj zasłony dymnej. Minister edukacji nie liczy na spektakularne efekty pracy na odległość, ale na raporty „z przytłaczającej większości szkół”, dzięki którym w czerwcu będzie mógł ogłosić, że rok szkolny szczęśliwie dobiegł końca.

Sytuacja jest trudna dla dyrektorów, nauczycieli, rodziców i uczniów. Oliwy do ognia dolewają wypowiedzi Dariusza Piontkowskiego, który w medialnych wystąpieniach przekonuje opinię publiczną, że ministerstwo panuje nad sytuacją, planuje kolejne kroki z wyprzedzeniem, a także, że pomaga szkołom.

Oba ministerstwa – edukacji narodowej oraz cyfryzacji – rzeczywiście powinny zakasać rękawy i ruszyć z pomocą tam, gdzie są najpoważniejsze kłopoty z zapewnieniem niezawodnego internetu, gdzie bieda wyklucza uczniów z udziału w zdalnych zajęciach, gdzie nauczyciele nie mają dostatecznego przygotowania. Nie można w tych kwestiach zrzucać całej odpowiedzialności na samorządy i dyrektorów.

Zdalne lekcje” – sukces, czy porażka

Sposobem wspierania nauczycieli powinno być także budowanie wydajnych platform do zdalnej pracy i dostarczenie gotowych scenariuszy lekcji. Takie działania podjęto… Ministerstwo Edukacji Narodowej chwali się, że w minionym tygodniu udostępniło serwis „Zdalne lekcje”, bazujący na zasobach sieci, z gotowymi scenariuszami do wykorzystania w pracy z uczniami. Czytamy na stronie MEN:

„Tematy na każdy dzień i dla każdego przedmiotu, a także propozycje materiałów, na bazie których można zdalnie poprowadzić zajęcia dla uczniów szkół podstawowych i ponadpodstawowych – wszystko to można znaleźć na stronie MEN. Ministerstwo Edukacji Narodowej wraz z Ministerstwem Cyfryzacji i NASK przygotowały propozycje dla nauczycieli i dyrektorów do zdalnej nauki z uczniami.”

Brzmi dobrze? Niestety, „Zdalne lekcje” od dnia swojej premiery zbierają krytyczne recenzje. Nauczyciele wyliczają błędy i pomyłki. Autorzy zaproponowanych na marzec tematów nie sprawdzili, jakie działy są aktualnie realizowane w szkołach. Mylą im się także lata nauki. Scalają ze sobą materiały dla uczniów młodszych i starszych. Na profilu NIE dla chaosu w szkole pisaliśmy o tym w osobnym poście. Obszerną recenzję zamieścił też na facebooku Protest z Wykrzyknikiem.

Oglądany z bliska, serwis „Zdalne lekcje” robi wrażenie prowizorki przygotowanej przez urzędnika bez kompetencji. Urzędnika, który nie zadał sobie nawet trudu by sprawdzić co podpina pod wymyślony przez siebie temat lekcji i co zawiera podstawa programowa.

Na tropie Kazimierza Przerwy-Tetmajera

Aby wyrobić sobie własne zdanie o „Zdalnych lekcjach” i ja także zajrzałam do nowego serwisu. Moją uwagę zwróciła lekcja języka polskiego dla ósmoklasistów z 19 marca zatytułowana:

„Tatry i Kazimierz Przerwa-Tetmajer. Zdobędę wiedzę dotyczącą Kazimierza Przerwy-Tetmajera.”

No, pięknie – pomyślałam. Mój ulubiony poeta i ukochany region. Okazja, żeby skonfrontować własną wiedzę o fascynującym życiu Tetmajera i własne przemyślenia na temat jego związków z Tatrami z wiadomościami, które ministerialni eksperci przygotowali dla uczniów ósmej klasy.

Lektura załączonego scenariusza zajęć, przeniesionego żywcem z epodręczników, wprawiła mnie jednak w osłupienie, bo wypisany grubą czcionką temat lekcji okazał się być szyldem bez pokrycia.

Plik zawiera dwa wiersze Tetmajera i kilka współczesnych zdjęć Tatr, a także – jako ubogacający dodatek – reprodukcje obrazów impresjonistów. Zawiera też kilkadziesiąt skierowanych do uczniów szczegółowych poleceń. Do tego są rozważania literaturoznawcze i kulturoznawcze, których nie będę tu analizować.

Biała plama życiorysu

Czego w scenariuszu brakuje? Wbrew tematowi lekcji w żadnym miejscu nie ma wzmianki o biografii poety, ani polecenia, by uczeń samodzielnie tę biografię prześledził. Brakuje jakiejkolwiek wskazówki, że w przypadku Tetmajera młodopolska fascynacja Tatrami nie była podążaniem za modą, ale wykreowaniem tej mody, przez artystę wrośniętego w Podhale.

W rezultacie 14-letni uczeń analizując tatrzańskie wiersze Tetmajera nie jest naprowadzony na najważniejszy trop. Nie wie nic o miejscu urodzenia poety: ludźmierskim dworze, z którego okien widać Tatry, ani o dzieciństwie wśród ludu góralskiego. Nic nie wie o kontaktach ze starszymi piewcami Tatr – Goszczyńskim i Asnykiem. Nic nie wie o długich pobytach Tetmajera w Zakopanem. Nie wie o turystycznych pasjach – najpierw dolinnych wycieczkach, a później śmiałych wspinaczkach, dzięki którym Tetmajer zapisał się w historii taternictwa jako autor pierwszych wejść.

Uczeń ósmej klasy nie usłyszy też, choć to mogło go zainteresować, o nastoletnim Tetmajerze. O jego latach nauki w murach gimnazjum Świętej Anny w Krakowie, gdzie zrządzeniem losu skupili się w jednym miejscu najwięksi pasjonaci Tatr. Do niższej klasy chodzili przecież Franciszek Nowicki i Andrzej Niemojewski – już wtedy autorzy tatrzańskich liryk. Uczniem równoległej klasy był Stanisław Eljasz Radzikowski – wkrótce jeden z najlepszych znawców Tatr. W Świętej Annie miłość do gór zaszczepiali w uczniach profesorowie: Walery Eljasz, nauczyciel rysunku i autor przewodników po Tatrach, przyrodoznawca Władysław Kulczyński, literaturoznawca Jan Czubek…

Tatroznawcza wpadka

Kazimierz Przerwa-Tetmajer został ze scenariusza lekcji wyrugowany, ale pozostały Tatry. Uczeń dostaje polecenie:

„Na podstawie dostępnych ci źródeł informacji zgromadź wiadomości (zarówno geograficzne, jak i historyczne) dotyczące Tatr.”

Nie mam pewności po jakie wiadomości geograficzne i historyczne sięga przeciętny ósmoklasista pracujący pod dyktando epodręczników. Chcę jednak gorąco zaprotestować przeciw temu, co w scenariuszu podsunięto mu na zachętę. Dwie „ciekawostki” na temat Czarnego Stawu Gąsienicowego, Świnicy i Doliny Wierchcichej to jakaś żałosna pomyłka, okropne nieporozumienie. Wygląda to na efekt pobieżnego rzutu okiem na mapę dyletanta, który nie zna podziału Tatr, ani nie rozumie znaczenia podstawowych terminów geograficznych. Jak coś takiego można umieścić w materiale edukacyjnym propagowanym jako narzędzie dla szkół w całej Polsce?

Licealna doklejka

To nie koniec. Nasz uczeń oprócz scenariusza lekcji epodręczników dostał jeszcze do wglądu materiał zamieszczony jako dodatkowy plik. To tekst przeniesiony z serwisu lektury.gov.pl, przeznaczony nie dla ósmej klasy, ale dla liceum, skoncentrowany na erotykach Tetmajera. Są tam zawarte wyrywkowe wiadomości o życiu poety, ale nic, co tłumaczy jego związki z Tatrami. Ósmoklasista nadal nie będzie znał miejsca urodzenia poety, dat jego życia, taternickich dokonań…

Pojawia się natomiast nieprecyzyjne zdanie: „Za właściwy początek twórczości Przerwy-Tetmajera uznaje się wydane w 1891 r. Poezje.”

A przecież Tetmajer w roku 1891 choć młody wiekiem, był już popularnym autorem. W wielkonakładowych czasopismach w zaborach austriackim i rosyjskim publikowano jego wiersze i opowiadania. Był laureatem konkursów literackich. Wydanie pierwszego tomu „Poezji” w roku 1891 owszem, jest jego poetyckim debiutem książkowym, ale nie początkiem twórczości…

Zdalne lekcje” – hit, czy kit?

Wiele wskazuje, że osoba która formułowała temat lekcji o Kazimierzu Tetmajerze nie przyjrzała się dołączonemu scenariuszowi, ani dodatkowym, przeznaczonym dla liceum materiałom… Z kolei autorzy scenariusza nietrafnie założyli, że ósmoklasista powinien dokonywać analizy tatrzańskich wierszy i dywagować na temat młodopolskich gustów literackich bez znajomości powiązań Tetmajera z Tatrami…

Moja recenzja dotyczy szczegółowych kwestii i jednej tylko „Zdalnej lekcji”. Ale wiele wskazuje, że to nie jest odosobniona wpadka przy pracy. Problem marnej jakości materiałów dostarczanych przez MEN na nowej platformie zgłaszają nauczyciele różnych przedmiotów.

Owszem, mamy dziś w Polsce poważniejsze problemy niż zła jakość kół ratunkowych, które ministerstwo rzuca nauczycielom i uczniom. Ale mimo to o tych z pozoru drobnych kwestiach trzeba pisać.

W edukacji jakość ma kolosalne znaczenie. Jakość tego co oferują ministerialni eksperci powinna być wysokiej próby. Tymczasem mamy do czynienia z bublem opakowanym w pozłotko. MEN mając niewiele do zaoferowania i działając w niebezpiecznym pośpiechu – stawia na reklamę bardzo słabego produktu.

Podobnie jest zresztą z całą akcją przestawiania szkół na zdalną edukację. I tu warunki dyktuje bezprzykładny pośpiech. Jakość tej edukacji i jej skuteczność są dla urzędników ministerstwa i kuratoriów nieistotną wartością. Ważne jest epatowanie opinii publicznej rewolucją technologiczną, która ma się rzekomo dokonać w kilka dni. W edukacji szaleńczy pośpiech jest złym doradcą. Kazimierz Przerwa-Tetmajer nie jest jedyną ofiarą tego biegu na oślep.

Janina Krakowowa