Deforma edukacji. Część I. Założenia i cele.

Za nami – uczniami, nauczycielami i rodzicami – półtora roku doświadczeń związanych z przebudową systemu szkolnego. Warto z tej perspektywy przyjrzeć się zmianom, które polskiej edukacji zafundowała ekipa Anny Zalewskiej i ocenić ich pierwsze skutki. Ze świadomością, że na pełną ocenę funkcjonowania „dobrej szkoły” jest za wcześnie, bo skutki pospiesznego wdrażania reform będą się dopiero ujawniały z biegiem lat. W najbliższym czasie będziemy publikowali wybrane fragmenty większego opracowania, które powstało wczesną jesienią 2018 roku, stanowiącego próbę podsumowania co o reformie i jej skutkach wiemy już dziś. Oto pierwszy z nich.

Wprowadzenie reformy było realizacją obietnic przedwyborczych. W pierwszym zdaniu broszury przygotowanej dla rodziców przez urzędników MEN mogliśmy przeczytać: Reforma edukacji wychodzi naprzeciw potrzebom większości Polaków, którzy chcą szkoły nowoczesnej, a jednocześnie silnie zakorzenionej w naszej tradycji. („Co rodzic powinien wiedzieć w nowym roku szkolnym 2017/2018?”, Warszawa 2017)

Pomysłodawcami likwidacji gimnazjów i utworzenia 4-letniego, elitarnego liceum, byli konserwatywni intelektualiści – profesorowie Andrzej Waśko i Ryszard Legutko. Obaj nie kryli, że przebudowa systemu edukacji ma służyć celom politycznym, ułatwić skuteczne oddziaływanie na szerokie rzesze społeczeństwa. Andrzej Waśko w eseju „Subkultura elit” pisał wprost:

„Polacy o wykształceniu podstawowym i zawodowym okazali się silniejszym elementem społecznym niż cała wielka rzesza magistrów. Ci, którzy nie studiowali, nie mieli bowiem okazji zarazić się tak głęboko post-marksistowskim wartościowaniem i modnymi sloganami nowej lewicy. Ponieważ ostoją tego typu myślenia po latach PRL-u pozostały uniwersytety i środowiska opiniotwórcze, wychowankowie tych środowisk i ich satelici przesiąkli fałszywą ideologią w znacznie większym stopniu niż tak zwani ludzie prości.”
(http://www.portal.arcana.pl/Arcana-126-subkultura-elit-oczami-prof-andrzeja-waski,4413.html)

Profesor Legutko wskazywał na znaczenie zaplanowanych w ramach reformy zmian:

„Trzeba odciążyć licea przez rozwój wykształcenia technicznego i zawodowego, które przez Handkego zostało zmarginalizowane. Nie ma powodu, by pchać ogromną liczbę ludzi do szkół ogólnokształcących, zmuszać ich do i tak mocno ograniczonej lektury Mickiewicza, skoro mogą pójść do szkoły zawodowej i tam rozwinąć swoje możliwości.”

Zgodnie z tym, o czym mówił Ryszard Legutko, jednym z głównych haseł reformy stało się wydźwignięcie z zapaści szkolnictwa zawodowego. Szkoły branżowe – nowe wcielenie pogardzanych zawodówek – miały dostać nowe życie dzięki wsparciu MEN i dzięki zaangażowaniu (finansowemu i organizacyjnemu) przyszłych pracodawców kształconych tam uczniów. W wywiadzie dla DGP z 21 maja 2018 minister Anna Zalewska mówiła: „Dobrze by było, żeby około dwie trzecie uczniów znalazło się w szkolnictwie branżowym i technicznym”. Miesiąc wcześniej, 23 kwietnia 2018, z ust szefowej resortu edukacji słyszeliśmy o tym, że w technikach i w szkołach branżowych muszą być najwybitniejsi, dlatego, że oni są przyszłością gospodarki.

Nieco później Ministerstwo Finansów wydało jednak oświadczenie, że nie zarezerwowano w budżecie dodatkowych środków na modernizację szkół branżowych i że MEN musi poradzić sobie z tym problemem w ramach własnych pieniędzy. Wiele wskazuje, że jak dotąd nie doszło do wzmocnienia pozycji szkół zawodowych. Zainteresowanie nimi w rekrutacji 2018/2019 nie było znacząco wyższe niż w latach wcześniejszych. Są też sygnały, że wbrew zapewnieniom Anny Zalewskiej o „uwolnieniu płac” w szkołach branżowych, poważny problem stanowi deficyt nauczycieli zawodu. Deklaracje, które słyszymy w spotach reklamowych o rozkwicie szkolnictwa zawodowego, zdają się być cały czas pobożnymi życzeniami.

W roku 2016 zdecydowano o likwidacji funkcjonujących od 1999 roku gimnazjów i nakazano powrót do struktury szkolnictwa z czasów PRL-u, czyli do ośmioklasowej szkoły podstawowej, czteroletniego liceum ogólnokształcącego i pięcioletniego technikum. Nowy pomysł stanowiła zapowiedź wprowadzenia zawodowych szkół branżowych – trzyletnich pierwszego stopnia, z możliwością kontynuowania nauki w szkołach dwuletnich drugiego stopnia. Dodatkowe typy szkół ponadpodstawowych to trzyletnia szkoła specjalna przysposabiająca do pracy i szkoła policealna dla osób z wykształceniem średnim lub wykształceniem średnim branżowym.

Pakiet ustaw dotyczących reformy edukacji – Prawo oświatowe i Ustawa wprowadzająca ustawę Prawo oświatowe z 14 grudnia 2016 – został opublikowany 11 stycznia 2017 w Dzienniku Ustaw. Rozpoczęły się pośpieszne przygotowania do przebudowy sieci szkół. W pierwszym etapie, w roku szkolnym 2017/2018, przystąpiono do wygaszania gimnazjów przez wstrzymanie rekrutacji, oraz do wydłużenia szkoły podstawowej. Ustawa utrzymała obowiązkową naukę do osiemnastego roku życia i wprowadziła obowiązkowe roczne przygotowanie przedszkolne dla sześciolatków.

O skutkach reformy możemy mówić na razie tylko w odniesieniu do szkół niższego szczebla. Nie rozpoczęło się jeszcze wdrażanie zaplanowanej reformy w szkołach średnich, choć szkoły zawodowe formalnie już od września 2017 posługują się nową nazwą – szkoły branżowe.

Dodaj komentarz