Deforma edukacji. Część VIII. Drogi ucieczki.

Chaos w szkołach publicznych spowodował szybszy niż dotąd odpływ uczniów z lepiej sytuowanych rodzin i uczniów z uzdolnieniami do różnego typu szkół niepublicznych. To zjawisko było widoczne w roku szkolnym 2017/2018 w dużych i średnich miastach. Renomowane miejskie szkoły niepubliczne zwiększały nabór po szóstej klasie i zatrudniały dodatkowych nauczycieli. Zdarzało się, że byli to wybitni nauczyciele wygasających publicznych gimnazjów.

Z danych zebranych przez „Gazetę Wyborczą” wynika, że w Warszawie naukę w niepublicznych szkołach rozpoczęło we wrześniu 2017 o 1500 dzieci więcej niż to było rok wcześniej – to skok jakiego nie było od lat . 1500 uczniów przybyło niepublicznym szkołom we Wrocławiu, 1300 w Lublinie, 800 w Gdańsku, 500 w Białymstoku (Wyborcza 13.04.2018: Ucieczka od reformy edukacji. Rodzice zabierają dzieci z przepełnionych szkół publicznych do prywatnych). Częściej niż w latach wcześniejszych powstają też nowe placówki niepubliczne. W pierwszym roku wprowadzania reformy w całej Polsce przybyło około 250 szkół niepublicznych, z tego aż 47 na Mazowszu i 31 w Wielkopolsce (ciekaweliczby.pl: Ponad 5 tys. gimnazjów zostało zlikwidowanych w wyniku reformy edukacji). W samej Warszawie w roku 2017 zarejestrowano 10 nowych niepublicznych szkół podstawowych i 9 liceów ogólnokształcących. W tym samym roku na stołeczną sieć składało się już 131 niepublicznych podstawówek i 65 takich liceów (Wyborcza 19.02.2018: Coraz więcej niepublicznych szkół. Kanadyjskie, amerykańskie, dwujęzyczne, prowadzone przez zakony, stowarzyszenia i spółki).

W roku szkolnym 2019/2020 wzmocnione zostaną także niepubliczne szkoły średnie, jak dotąd słabsze ogniwo edukacji niepublicznej. W roku tak zwanego podwójnego naboru niepubliczne licea wypełnią się uczniami, dla których zabraknie miejsc w szkołach publicznych. Zwiększając limit miejsc, placówki te ściągną do siebie nie tylko uczniów, ale także nauczycieli. To może pogłębić i tak już nieuchronne problemy kadrowe w publicznych szkołach średnich.

Na Mazowszu uczniowie szkół niepublicznych są coraz bardziej widoczni. Aktywnie uczestniczą w różnych projektach społecznych, akcjach charytatywnych, wiele z nich sami inicjują. Zaczynają też odgrywać nieproporcjonalnie dużą rolę w konkursach wiedzy. W roku 2018 na liście laureatów konkursu przedmiotowego z języka polskiego dla szkół podstawowych uczniowie szkół niepublicznych stanowili połowę nagrodzonych (stanowiąc raptem 6% populacji mazowieckich uczniów!). Ten wynik to nie jest przypadek. Szkoły niepubliczne stwarzają korzystne warunki do nadprogramowej pracy z uczniami, posiadają bowiem większą od szkół publicznych autonomie w realizowaniu własnych programów i metod nauczania. Ostatnio zostały dodatkowo wzmocnione przez ucieczkę ze szkół publicznych uzdolnionych uczniów i zaangażowanych nauczycieli. Warunki pracy w placówkach niepublicznych były lepsze od lat, ale obecny kryzys w szkołach publicznych dotkliwie te różnice pogłębił.

Reforma, choć pomogła zapełnić klasy w wielu szkołach niepublicznych, to jednak również zagraża tym szkołom. Są bowiem zmuszone do dokonywania przekształceń strukturalnych na równi ze szkołami publicznymi. W wielu przypadkach konieczna jest kosztowna adaptacja budynków, czasami świeżo oddanych do użytku. Szkołom niepublicznym przychodzi również z trudem dostosowywanie się do nowych przepisów, często absurdalnych lub niedopasowanych do ich specyfiki.

Niektóre z nowych przepisów szczególnie mocno dezorganizują obecnie działanie niepublicznych szkół, jak choćby wprowadzony z dniem 1 września 2018 obowiązek zatrudniania nauczycieli i terapeutów wyłącznie na podstawie umowy o pracę. Zmiana ta obowiązuje bez względu na wymiar zatrudnienia i uniemożliwia zatrudnianie specjalistów na niewielką ilość godzin, którzy dotąd traktowali pracę w szkole jako dodatkowe zlecenie (Gazeta Prawna: W prywatnych szkołach i przedszkolach trwa łapanka na nauczycieli).

Przepływ uczniów i nauczycieli ze szkół publicznych do niepublicznych jednak wzrasta, chociaż nie jest to jeszcze zjawisko masowe. Szkoły niepubliczne mogą jednak wykorzystać ten moment poszerzając swoją ofertę, a może nawet obniżając czesne tak, aby uczniowie ze średnio sytuowanych rodzin mogli skorzystać z możliwości wyboru edukacji w lepszych warunkach i na wyższym poziomie. W dłuższej perspektywie szkołom niepublicznym może jednak grozić zmniejszenie państwowych subwencji, co uniemożliwi im dotychczasowe funkcjonowanie.

Zapowiadana jest na przykład od 1 stycznia 2019 zmiana przepisów dotyczących rozliczania dotacji, które płyną za uczniem niepełnosprawnym. Wiele szkół niepublicznych na przestrzeni ostatnich lat przejęło opiekę nad uczniami o szczególnych potrzebach edukacyjnych. Dzięki funkcjonującym rozwiązaniom dzieci z poważnymi ograniczeniami mogły odbywać lekcje indywidualne w szkołach, które były do opieki nad nimi przystosowane. Część z tych szkół na przykład w Warszawie nie pobierała od rodziców dzieci z orzeczeniami czesnego. Było to możliwe, bo stosunkowo wysoka dotacja, która idzie za uczniem z niepełnosprawnością, umożliwia wynagradzanie wyspecjalizowanych w indywidualnej opiece nauczycieli i terapeutów. Jeśli wejdą w życie restrykcje dotyczące dotacji, szkoły będą zmuszone część ponoszonych kosztów przerzucić na rodziców. Skutki mogą być bolesne, bo przeciążone szkoły publiczne staną być może wobec konieczności przyjęcia wielu dzieci z istotnymi ograniczeniami, których w zmienionych warunkach nie będzie stać na naukę w szkole niepublicznej.

W odpowiedzi na chaos , jaki wytworzył się w szkolnictwie, większa niż dotąd liczba rodziców rozważa dziś przejście na edukację domową. Jest to oczywiście droga trudna – wymaga wysiłku, zaangażowania i dyscypliny. Resort edukacji uprzedził jednak fakty. Na pół roku przed ogłoszeniem planów wprowadzenia reformy zmieniono przepisy, obcinając dotację i wprowadzając rejonizację, co znacznie utrudniło funkcjonowanie edukacji domowej. Mimo tego wg danych MEN liczba dzieci w edukacji domowej w roku szkolnym 2017/2018 wzrosła o blisko 30% w stosunku do roku 2016/2017.

Wzmocnienie sektora prywatnych usług edukacyjnych

Ostatni rok przyniósł nam jeszcze jedną zmianę – szybki rozwój sektora prywatnych usług edukacyjnych. W dużych miastach jest coraz więcej propozycji komercyjnych zajęć dodatkowych, już nie tylko w zakresie języków obcych i sportu, ale także matematyki, informatyki, języka polskiego, nauk przyrodniczych. Jest to reakcja na zubożenie oferty przepełnionych i niewydolnych szkół podstawowych. Płatne zajęcia mają charakter przygotowań do egzaminów końcowych i konkursów przedmiotowych. Zastępują ambitne fakultety, które jeszcze niedawno funkcjonowały w szkołach podstawowych i w gimnazjach. Mimo, że tych propozycji przybywa, bo na rynek wchodzą nowe firmy, chętnych nie brakuje.

Są sygnały, które świadczą o tym, że oblężenie przeżywają renomowani korepetytorzy. Po taką formę pomocy coraz częściej sięgają rodzice uczniów z klas siódmych i ósmych. We wrześniu 2018 w mediach społecznościowych wielu rodziców skarżyło się, że zostali zmuszeni do zaangażowania korepetytora, gdyż w szkole ich ósmoklasisty nie ma polonisty lub matematyka i słabe są widoki na szybkie zapełnienie wakatu. Nie wiadomo, ile dzieci otrzymuje pomoc korepetytora, bo rynek korepetycji to w części szara strefa. Trudno jest też oszacować na ile wzrosła pomoc rodzicielska. Rodzice uczniów starszych klas podstawówki udzielający się na forach związanych z edukacją deklarują, że świadczą taką pomoc swoim dzieciom i są tym bardzo zmęczeni. Potwierdziły to badania przeprowadzane na zlecenie Rzecznika Praw Dziecka Marka Michalaka. Czytamy w przygotowanym raporcie: Prawie 60% badanych udziela przynajmniej raz w tygodniu pomocy swoim dzieciom w odrabianiu prac domowych. Badani rodzice w dni nauki szkolnej przeznaczają średnio godzinę dziennie na pomoc dzieciom, natomiast podczas weekendu czas ten wydłuża się średnio do około półtorej godziny (Raport Rzecznika Praw Dziecka przygotowany na podstawie sondażu opinii młodzieży, rodziców, nauczycieli i dyrektorów szkół, s. 65).

Wzrost roli szkolnictwa niepublicznego, płatnych kursów i usług korepetytorów ma swoje dobre i złe strony. Z jednej strony trzeba kibicować wszelkim działaniom, które pozwalają łagodzić deficyty uczniów wynikające z błędów popełnionych przez reformatorów systemu edukacji. Coraz więcej dzieci dostaje potrzebne im wsparcie, rodzice mogą wybierać między różnymi typami szkół i kursów. Poszerzenie oferty i konkurencja są potrzebne. Szkoły niesamorządowe pracują też często na ważnych i trudnych odcinkach. Biorą pod opiekę dużą część dzieci z ograniczeniami zdrowotnymi i poważnymi trudnościami w nauce, gwarantując im lepsze warunki i indywidualne podejście, a także często pomoc terapeutów. Prowadzą też edukację w odciętych od świata miejscach, gdzie władze samorządowe zamknęły wcześniej szkołę publiczną. Istnieją małe wiejskie szkółki niepubliczne, które nie pobierają czesnego utrzymując się wyłącznie z państwowych subwencji. Z drugiej jednak strony rozwój płatnej edukacji bez przeciwwagi w postaci dobrej szkoły publicznej stwarza niebezpieczeństwo pogłębiania się różnic w szansach edukacyjnych dzieci – w zależności od tego do jakiej szkoły mają szanse trafić. Te z uboższych środowisk i z rodzin nie przywiązujących wagi do edukacji i skazane na szkołę masową, bez wsparcia korepetytorów i zajęć popołudniowych, tracą, a nie zyskują.


Deforma edukacji – poprzednie części

  1. Założenia i cele,
  2. Próby zablokowania,
  3. Wdrażanie,
  4. Podstawa programowa,
  5. Podręczniki,
  6. Poszkodowane roczniki,
  7. Odebrane szanse.

Dodaj komentarz