Deforma edukacji. Część IX. Sytuacja nauczycieli.

Wdrażana w pośpiechu reforma rzutuje na sprawy pracownicze. Rok szkolny 2017/2018 przyniósł potężne zawirowania kadrowe. Wielu nauczycieli musiało odejść ze swoich szkół. Z danych ZNP wynika, że pracę straciło 6492 nauczycieli, a dla 18 500 zabrakło godzin do pełnego etatu. W Warszawie nie przedłużono umowy o pracę ponad 400 nauczycielom, a 2500 nauczycieli, żeby mieć pełny etat, musi prowadzić lekcje w więcej niż jednej szkole. W szkołach w małych miejscowościach nauczyciele, aby wypracować pensum, muszą krążyć między kilkoma szkołami, często znacznie od siebie oddalonymi. Zabiera to cenny czas, utrudnia kontakt z uczniami, a także obniża efektywność ich pracy. Oto relacja nauczyciela likwidowanego gimnazjum w miejscowości Radomyśl Wielki w powiecie Mielec:

„W naszej gminie zlikwidowane zostanie jedyne gimnazjum zatrudniające około 60 nauczycieli. 90% z nas dostało połówki etatów w przyszłym roku szkolnym z zapowiedzią zwolnienia w następnym. Według władz gminy zatrudnienie znajdzie może 10 osób. Nie ma dla nas godzin w szkołach podstawowych w gminie.”

Od roku nauczyciele w poszukiwaniu stabilnego zatrudnienia zmieniają pracodawców i częściej niż dotąd szukają dodatkowych zajęć. Poszczególne klasy cierpią z powodu zmian nauczycieli ważnych przedmiotów i mniejszego angażowania się tych, co zostali, ale pracują w kilku miejscach. Dyrektorzy żyją w stałym stresie. Nie są pewni, na kogo mogą liczyć w kolejnym semestrze. Wakatów często nie udaje się zapełnić – godziny rozdzielane są między pracujących nauczycieli. Są też wypadki zawieszenia podziału na grupy językowe z powodu braku nauczyciela. Dyrektorzy uciekają się do różnych metod. Obiecują całkowite dostosowanie planu do możliwości nowego pracownika, kuszą dodatkiem motywacyjnym. Dzwonią do emerytów. Nie gardzą dzieleniem godzin jednego etatu między kilku nauczycieli pracujących z „doskoku”. To wszystko nie są dobre rozwiązania.

Reforma to nie tylko niekontrolowane przesunięcia między szkołami, utrata własnego miejsca pracy, rozbicie zgranych zespołów, ucieczka poza edukację publiczną najlepszych . Reforma to dla wielu nauczycieli konieczność zmiany warsztatu pracy. Do kosza idą stare scenariusze lekcji, wzory klasówek. Bolesne bywa zderzenie z uczniami w innym wieku na terenie inaczej pracującej szkoły. Nauczyciele gimnazjalni narzekają na trudności w pracy z młodszymi dziećmi. Trudne bywa przejście do szkoły średniej. Nauczyciele często sami czują, że nie mają wystarczających kompetencji i doświadczenia. Jeszcze częściej ich kwalifikacje podważają uczniowie i rodzice. To nie są łatwe sytuacje, ani dla nauczyciela, ani dla dyrektora. W lapidarny sposób podsumowała te trudności stojące przed nauczycielami jedna z warszawskich dyrektorek:

„W zawodzie nauczyciela liczy się intuicja, ale ona pojawia się, jak się przepracuje kilka lat na różnych poziomach. Nauczyciel musi przejść ten cykl, musi też poczekać na informacje zwrotną od nauczycieli, którzy uczą po nim, żeby wiedzieć, jak przygotował uczniów. Teraz jest chaos i żeby to się poukładało, potrzeba lat.” (Instytut Spraw Publicznych: Edukacja w Warszawie w pierwszym roku reformy systemu oświaty, 2018, s.51)

Reforma to także zmiany istotnych dla nauczycieli przepisów. Od 1 września 2018 roku wprowadzono nowe reguły oceniania nauczycieli, zróżnicowane w zależności od stopnia awansu zawodowego, niezwykle złożone i w wielu punktach oderwane od polskich realiów szkolnych. Od nauczycieli wymaga się ogromnego zaangażowania i wielkich – rosnących z roku na rok – kompetencji, nie zapewniając im jednocześnie bezpieczeństwa finansowego, ani godziwych warunków pracy. Wydłużono też awans, odraczając tym samym możliwość uzyskania wyższej pensji. Trudniejsze jest też uzyskanie urlopu dla poratowania zdrowia. Był on przyznawany na podstawie orzeczenia zwykłego lekarza, a teraz może skierować na niego jedynie lekarze medycyny pracy, przy czym urlopowany musi spełnić szereg warunków.

Nauczycielskie rezygnacje

W miastach coraz częściej zdarza się, że nauczyciele definitywnie odchodzą z publiczny placówek – przenoszą się do szkół niepublicznych lub decydują się na zmianę zawodu. Kiedyś takie rezygnacje należały do rzadkości, dziś nikogo nie dziwią, nawet jeśli następują w trakcie roku szkolnego. Praca w szkole przestała być atrakcyjna. Większa niż w innych zawodach liczba dni wolnych nie równoważy poważnych mankamentów – niskich płac, odbiegających od średniej krajowej, coraz większej biurokracji oraz rosnących oczekiwań ze strony pracodawcy. Z pracy odchodzą często stażyści. W ich przypadku najważniejszą rolę odgrywa czynnik ekonomiczny, gdyż z pensji stażysty bardzo trudno jest się utrzymać, a osiągnięcie wyższych zarobków to w tej chwili odległa perspektywa – ścieżka awansu zawodowego została wydłużona przez Annę Zalewską z 10 do 15 lat. Szczególnie bolesne są rezygnacje wybitnych nauczycieli z dużym dorobkiem – oni zazwyczaj przenoszą się z likwidowanej szkoły publicznej (gimnazjum) do szkoły niepublicznej, w nadziei zyskania miejsca, gdzie będą mogli ponownie realizować autorskie programy, prowadzić kółka, wyjeżdżać z uczniami na warsztaty.

Rezygnacje nauczycieli wynikają często z ich rozgoryczenia. Przyczyn jest wiele. Siłowe przeprowadzenie reformy, niszczenie dorobku znakomitych placówek współtworzonych przez lata przez nauczycieli, chaos w reorganizowanych podstawówkach, pogarszanie się warunków pracy. Płace, które w Polsce w ostatnich latach wzrosły, w szkole ledwo drgnęły. Zaproponowane przez Annę Zalewską rozłożone na lata podwyżki nie równoważą nawet inflacji. Przyczyną rozgoryczenia nauczycieli są też nierozważne wypowiedzi Anny Zalewskiej dotyczące ich zarobków. Wymieniane publicznie kwoty były zawsze płacami brutto powiększonymi o wszystkie możliwe dodatki, a nawet o odprawy emerytalne. Ministerialne dane to często dwukrotność tego, co wpływa na konto nauczyciela.

monitorujemy reformę - równoległa rzeczywistość
Źródło: Facebook NIE dla chaosu w szkole

Nauczyciel na wielu etatach

Bolączką szkół staje się wspomniana już wieloetatowość. Zjawisko świadczenia przez nauczycieli pracy w dwóch miejscach to nie jest nowość. Nauczyciele dorabiali już w przeszłości do pensji, niekiedy w drugiej szkole, częściej korepetycjami. Dodatkowa praca pozwalała im na podratowanie budżetu. Dziś jednak model pracy w dwóch, czy trzech szkołach niepokojąco się upowszechnia.

Dla części nauczycieli jest to jedyny sposób na uzbieranie pensum, bo w ich specjalności jest niewiele godzin. Czasochłonne podróże między szkołami są zmorą pedagogów z prowincji. Uczący chemii, fizyki, muzyki, drugiego języka, przed wrześniem 2017 mieli pełen etat w gimnazjum, do którego dowożono uczniów z dużego obszaru. Teraz starsi uczniowie klas siódmych i ósmych zostają w niewielkich szkołach podstawowych. Do tych szkół tych trzeba dojechać na kilka godzin lekcyjnych w tygodniu – czasami wręcz na jedną lub dwie godziny. W miastach część nauczycieli także musi uzupełniać etat poza macierzystą placówką – tu jednak odległości są na ogół mniejsze.

Z kolei miejscy nauczyciele poszukiwanych specjalności pracują w wielu miejscach z powodu coraz większej liczby wakatów. To oni najczęściej przejmują godziny po kolegach odchodzących z zawodu. W Warszawie praca na półtora etatu nikogo już nie dziwi, a są nauczyciele – głównie matematycy i angliści – którzy mają nawet 40 godzin lekcyjnych w tygodniu. Często praca w innej szkole nie jest wcale ich marzeniem, ale ulegają błaganiom zdesperowanego dyrektora.

Przeciążenie obowiązkami może mieć fatalne skutki. Praca ponad siły to stopniowy spadek jakości wykonywanej pracy. Praca na wielu etatach oznacza też rozluźnienie więzów z macierzystą szkołą, brak możliwości wywiązania się z dodatkowych obowiązków, takich jak dyżury, rady pedagogiczne, prowadzenie zajęć dodatkowych, wycieczki. Brakuje czasu na pracę wychowawczą, pojawiają się trudności z zapamiętaniem twarzy uczniów i ich rodziców. Zmęczenie i stres wynikający z ciągłego pośpiechu, deficyt snu, mogą spowodować kłopoty ze zdrowiem i długotrwałe zwolnienia. Dyrektorzy, którzy we własnym interesie powinni dbać, by ich podwładni nie pracowali ponad siły, tolerują ten stan rzeczy. Wiedzą, że pensja z jednego nauczycielskiego etatu to zbyt mało. Często sami naciskają oferując dodatkowe godziny, choć dobrze wiedzą, że nadmiar pracy musi się odbić na jej jakości.

Polskie pensum nie należy do najwyższych w Europie, ale nasi nauczyciele są wyjątkowo mocno obciążeni biurokratycznymi obowiązkami, z których muszą się wywiązywać we własnych domach, bo szkoły nie zapewniają im ani miejsca, ani sprzętu. Ostrożnie szacując odpowiedzialny i sumienny nauczyciel pracuje drugie tyle w domu. W przypadku nauczycieli takich przedmiotów jak język polski, czy matematyka, którzy maja wiele sprawdzianów, a także tych, którzy mocniej angażują się w życie szkoły prowadząc na zasadzie wolontariatu dodatkowe zajęcia, wyjazdy, wycieczki – liczba realnie przepracowanych godzin może stanowić trzykrotność pensum.

Bez zmiany pokoleniowej

Tematem ministerialnych analiz powinno być obecne załamanie naboru do zawodu nauczyciela. Złą rolę odegrały, niestety, pierwsze związane z reformą wystąpienia Anny Zalewskiej z 27 czerwca i potem z września 2016, podczas których informowała ona, że na dłuższy czas zawiesza przyjęcia do pracy w szkołach. Szefowej resortu chodziło o uspokojenie nastrojów wśród zagrożonych redukcjami nauczycieli. To był jednak wyjątkowo niefortunny sygnał. Kolejne posunięcia MEN – wdrożenie niekorzystnych dla nauczycieli przepisów pracowniczych: wydłużenie drogi awansu, iluzoryczne podwyżki przy cofnięciu wielu dotychczasowych dodatków, absurdy nowego systemu oceniania, a także fatalna atmosfera wokół zawodu nauczyciela – to wszystko spotęgowało kryzys.

Obecnie znikoma już liczba studentów w trakcie pełnych uniwersyteckich studiów zdobywa uprawnienia pedagogiczne. Mało kto z tego grona decyduje się na odbycie praktyk. Wybitni warszawscy nauczyciele, którzy do niedawna mieli po kilku praktykantów w każdym roku szkolnym alarmują, że praktykantów od dwóch lat nie ma nawet u nich. Dyrektorzy szukający nowych pracowników niezmiernie rzadko pozyskują młodych ludzi po magisterskich studiach – po matematyce, chemii, fizyce, informatyce, czy lingwistyce. Niestety, brak „powołań” nauczycielskich, lekceważony przez urzędników odpowiedzialnych za edukację, jest jednym z najgroźniejszych zjawisk współtowarzyszących reformie. Ze względu na strukturę wieku polskich nauczycieli, szczególnie w szkołach średnich, przygotowanie następców, które jest przecież długim procesem, jest absolutną koniecznością.

Na równi pochyłej

Biorąc pod uwagę cały splot okoliczności – wzbierającą falę rezygnacji z pracy w szkole, odejścia na emerytury i świadczenia kompensacyjne, oraz zatrważająco wysoki średni wiek polskiego nauczyciela – sytuacja zmierza w niedobrym kierunku. Zawirowania związane z reformą odegrały rolę katalizatora, który przyspieszył niekorzystne dla szkół procesy.

Kryzys kadr jest już widoczny dla wielu rodziców. Mieszkanka Gdańska napisała 28 września 2018 na profilu ruchy „Rodzice przeciwko reformie edukacji”:

„Sytuacja jest poważna. Wczoraj na Radzie Rodziców u syna dowiedzieliśmy się, że brakuje wielu nauczycieli, są klasy bez wychowawców, a 8-klasiści wciąż nie mają polonisty…a do egzaminu próbnego już tylko 2 miesiące….tragedia. Mówię to i jako nauczyciel, i jako rodzic.”

Dyrektorzy w obawie o posądzenie, że nie radzą sobie z kierowaniem swoim placówkami na ogół skrzętnie skrywają problemy ze znalezieniem nauczycieli. Zdarzają się jednak szczere wypowiedzi, jak ta dyrektorki szkoły podstawowej na Ursynowie z końca września 2018: „Brakuje nam przede wszystkim nauczycieli polskiego i matematyki. Niestety od początku roku szkolnego nic się w tym temacie nie zmieniło, a my radzimy sobie jak możemy zastępstwami, ale to nie jest rozwiązanie problemu” – mówi Joanna Skopińska, dyrektorka SP nr 330. – „Cały czas szukamy nauczycieli, ale ostatnie CV spłynęło w pierwszym tygodniu września” – dodaje (haloursynów.pl: Zastępstwa, odwołane lekcje. Na Ursynowie brakuje 90 nauczycieli).

Dramatyczną wypowiedź zanotowała we wrześniu 2018 dziennikarka „Gazety Wyborczej”, Justyna Suchecka: „Moja szkoła pęka w szwach, część lekcji odbywa się w budynku likwidowanego gimnazjum. Dopiero za pięć lat sytuacja się ułoży, bo do klas pierwszych zaczęliśmy przyjmować mniej dzieci” – mówi dyrektor podstawówki z Krakowa. Ma za sobą gorące wakacje. – „W lipcu zatrudniłem czterech nowych nauczycieli, ale kiedy wróciłem z krótkiego urlopu, okazało się, że nikt z nich już nie chce w szkole pracować. Wszyscy odeszli z edukacji, bo nie chcą pracować w takim chaosie i za te pieniądze. Matematyczki szukałem do ostatniej chwili, zatrudniłem emerytkę, bo innych chętnych nie było.” (Wyborcza 26.09.2018: Szkoły pękają w szwach, brakuje młodych nauczycieli. Krajobraz po deformie oświaty)

31 sierpnia 2018 Koalicja „NIE dla chaosu w szkole” otrzymała list od dyrektorki zespołu szkół w Zgierzu, Lidii Leśniewicz. Autorka listu szczegółowo opisała problemy, z którymi się styka usiłując skompletować zespół nauczycieli. Zwróciła też uwagę na dramatyczną sytuację kadrową w szkołach zawodowych w województwie łódzkim:

„Brak nauczycieli przedmiotowców oraz nauczycieli zawodu jest dramatem, który z całą mocą ujawnił się u progu tego roku szkolnego. Znalezienie kogoś z uniwersyteckim wykształceniem kierunkowym do nauczania matematyki, fizyki, a nawet geografii graniczy z cudem. Nie wspomnę już o informatykach czy nauczycielach języka obcego. Młodych, po studiach, do pracy w zawodzie nauczyciela praktycznie nie ma. Coraz bardziej widoczne jest zjawisko selekcji negatywnej. (…) Skąd brać chętnych „misjonarzy” do pracy? Odpowiedzi na to pytanie bezskutecznie szukają dyrektorzy wielu placówek. Pytania nie wypowiadają jednak głośno, z obawy, że ktoś podważy ich kompetencje do zarządzania szkołą. Ale z własnego doświadczenia wiem, że przed rozpoczęciem roku szkolnego telefony prywatne dyrektorów i nauczycieli rozgrzane są do czerwoności. (…) Skalę problemu obrazują pękające w szwach banki ofert pracy na stronach kuratoriów. Warto także przejrzeć statystyki prezentujące liczbę zgód kuratorów na zatrudnianie nauczycieli bez wymaganych kwalifikacji, o ile są one gdzieś publikowane.”
(niedlachaosuwszkole.pl: W poszukiwaniu nauczyciela – ponura twarz „dobrej zmiany”

nauczyciele odchodzą ze szkół - monitorujemy reformę
Źródło: Facebook NIE dla chaosu w szkole

Istnieje, niestety, bardzo realne niebezpieczeństwo, że próby zażegnania kryzysu kadrowego będą godziły w jakość nauczania. W najbliższych latach odchodzących ze szkoły „przedmiotowców” poszukiwanych specjalności będą stopniowo zastępować inni nauczyciele, którzy zdobędą dodatkowe uprawnienia w trakcie uproszczonych studiów podyplomowych. Już w tej chwili na rynku jest bardzo wiele ofert, w tym także studia prowadzone w większej części „on-line”.


Deforma edukacji – poprzednie części

  1. Założenia i cele,
  2. Próby zablokowania,
  3. Wdrażanie,
  4. Podstawa programowa,
  5. Podręczniki,
  6. Poszkodowane roczniki,
  7. Odebrane szanse,
  8. Drogi ucieczki.

Dodaj komentarz